Losowe relacje

1.
KARPACZ - Świątynia Wang
 
4.0
Region: Woj. dolnośląskie
Autor: Kiepura
2.
KRASIEJÓW - JuraPark
 
6.0
Region: Woj. opolskie
Autor: foetus
3.
PRZYJEZIERZE - Kąpielisko nad jeziorem
4.
STARA MORAWA - Wapiennik
 
3.5
Region: Woj. dolnośląskie
Autor: foetus
5.
HUTA SZUMY - Szumy nad Tanwią
 
5.0
Region: Woj. lubelskie
Autor: Ina

Szukaj w relacjach

Wybierz region:   

lub wpisz

słowa kluczowe:   

Relacje i opinie turytów

znaleziono 613
wyświetlane 1 - 10
«1234567 ... 62»
wyświetl wg:
 
  Region: Woj. pomorskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
5.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  14 sierpnia 2017

Atrakcja znajduje się w lesie pośród innych pozostałości fortyfikacji. Kilka z nich jest zagospodarowanych, w tym 2 bunkry położone niedaleko siebie przez młodych pasjonatów. Bilet do nich można połączyć, wtedy wstęp wychodzi taniej.
"Morskie Tajemnice" to niewielkie muzeum.
Możemy tu zobaczyć kajutę kapitańską z całym osprzętem jak ster, sonar, sonda, busola, mapy nawigacyjne itp., akwarium z rybami bałtyckimi, makietę portu, plaży, modele i plany statków, trochę tablic informacyjnych. Dzieci mogą się pobawić w składanie statków z drewnianych klocków.
Udostępniony jest jeszcze dach, gdzie umieszczono różne znaleziska z morza oraz najciekawszy eksponat - małą żółtą łódź podwodną, niczym z piosenki Beatlesów.
W sumie więc, mamy tu 2 pomieszczenia, przedsionek i dach. Skromnie, ale jeśli nie podniesiono ceny z ok. 5 zł to warto, bo w sumie jest to fajnie i oryginalnie urządzone (wystrój jest tak wykonany, że nie widać iż jesteśmy w bunkrze), no i można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. Nas np. zafrapowała informacja, że popularne w nadmorskich smażalniach ryby mają w lipcu i sierpniu okres ochronny od połowów (a przecież często na wakacjach widzimy reklamy, że ryby są prosto od rybaka, albo z nocnego połowu). A akwarium uświadomiło mi, że flądra, stornia i płastuga to nazwy tej samej ryby...


Galeria
Wiek dziecka(i)
8 lat
Data pobytu
wrzesień 2016
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. opolskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
2.5
Anna_Tymi_ska  Autor  Autor: Anna_Tymi_ska     Data dodania   5 sierpnia 2017

Nad jezioro przyjechaliśmy w sierpniu 2017r. by skorzystać z kąpieli. Po przybyciu okazało się ze woda jest zielona. Dziwnie gęsta i brzydko pachnąca. Na piasku osadzala się zielona ciecz wyglądem przypominającą farbę olejną. nawet baliśmy się zaliczyć stopy. Niestety wody nie polecam do kompieli natomiast, co do atrakcji nie mogę nic powiedzieć bo byliśmy tylko przejazdem i nie korzystaliśmy z żadnych.


Galeria
Data pobytu
Sierpień 2017
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
40
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. dolnośląskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania   3 sierpnia 2017

Opactwo w Krzeszowie oferuje turystom bardzo wiele i to w postaci wygodnego zwiedzania z audioguidem, a więc raczej ciekawszego dla dzieciarni, która zwykle preferuje techniczny gadżet niż żywego przewodnika. Dzięki temu zwiedzamy we własnym gronie i tempie, nigdzie się nie spiesząc.
Opisuję trasę określaną jako "rozszerzoną", bo istnieje jeszcze tańsza i krótsza - "podstawowa", ale ograniczanie się do niej nie ma żadnego sensu.
Najważniejszy punkt zwiedzania to oczywiście kościół klasztorny. Jest to wprost niesamowicie piękna barokowa bazylika, bardzo bogato dekorowana malowidłami i rzeźbami. Audio-guide szczegółowo omawia każdy jej fragment. Przy prezbiterium wprowadził nas jednak w błąd, gdy wspomina o mauzoleum Piastów Śląskich. Szukaliśmy przejścia do niego, ale przejścia nie ma, czy też było zamknięte i zawiesiliśmy się w tym miejscu, Właściwe dojście do niego jest z zewnątrz budynku i powinno to być jasno powiedziane. Być może już to skorygowali.
Osoby chcące wybrać się na mszę św. powinny być gotowe na dotkliwe zimno panujące w kościelnych murach. Nas ostrzeżono w kasie, a i tak za słabo się ubraliśmy i wyszliśmy mocno zziębnięci.
Mauzoleum to drugi punkt zwiedzania. Ściany i kolumny wykonane są ze wspaniałego kolorowego marmuru. I podobnie jak kościół równie pięknie dekorowane stiukami i malowidłami, ale tutaj można jeszcze zobaczyć średniowieczne grobowce książąt piastowskich z przedstawiającymi ich rzeźbami. I one są zaskakująco barwne.
Na kolejny etap wybraliśmy podziemia, bo akurat czekało kilku innych chętnych, a nie są one swobodnie dostępne tylko musi je otworzyć obsługa. Jest to krótki odcinek, ale nie jakichś piwniczek lecz obszernych, wysokich korytarzy. Kamienne mury są klimatycznie podświetlone, a dodatkowo na ścianie odtwarzany jest film z pogrzebu cystersa. Bardzo dobry pomysł na zagospodarowanie piwnic.
Dalej cała grupa poszła na wieżę. Po drodze ogląda się strych bazyliki, czyli widzimy sklepienia, kopuły, lecz od zewnętrznej strony! A do tego całą skomplikowaną konstrukcję dachu - połączenie mnóstwa poziomych, pionowych i ukośnych desek. Kolejny fajny pomysł na pokazanie turystom czegoś nowego, bo ja przynajmniej nie spotkałem się nigdzie na trasie zwiedzania z czymś podobnym. Możemy się tu poruszać po specjalnych pomostach. Następnie wspinamy się po licznych schodach na punkt widokowy na wieży. Okolica jest malownicza, a wieża bardzo wysoka, więc i widok ciekawy, choć trochę przysłonięty przez drugą wieżę.
Kościół św. Józefa zwiedzaliśmy już sami, po przerwie obiadowej. Na miejscu jest bowiem stołówka, można się więc posilić między oglądaniem poszczególnych obiektów. Menu skromne, ale jedzenie w porządku.
Kościół wyróżnia się przede wszystkim freskami wybitnego śląskiego malarza Willmanna. Zawarł on w nich portrety ludzi ze swojej epoki, nawet parę razy siebie samego oraz kilka zabawnych motywów, jednak trzeba trochę cierpliwości, aby wysłuchać w całości informacji z audioguida. Jest tego sporo, ale naprawdę warto, aby dotrzeć do tych perełek.
Dom Opata to z kolei ładny barokowy budynek przy kościele św. Józefa zamieniony na muzeum. Na 2 piętrach wystawione jest malarstwo, sztuka sakralna, stare księgi i dokumenty.
Ostatni punkt programu to pawilon letni na wodzie, gdzie zakonnicy oddawali się medytacjom i kąpielom leczniczym. Znajduje się on kilka kilometrów od opactwa. Podjechaliśmy samochodem z chłopakiem z obsługi, który wpuścił nas do budynku przypominającego kaplicę położoną na leśnym stawie. Połączony on jest z lądem drewnianym mostkiem. Dziś na pewno nikt się tu nie kąpie, ale wygląda to interesująco. W środku nie ma żadnego wyposażenia, ale znów wnętrza prezentują się wspaniale za sprawą malowideł ściennych, które oprócz obrazów biblijnych zawierają elementy imitujące filary, marmury i dekoracje stiukowe.
Na oglądnięcie całej trasy rozszerzonej opactwa trzeba zarezerwować minimum 3 godziny, nam z obiadem zajęło to ponad 4 godziny.


Galeria
Wiek dziecka(i)
8 lat
Data pobytu
kwiecień 2016
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Słowacja
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
4.5
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  30 lipca 2017

Aquapark reklamuje się w polskich mediach, że możemy w nim płacić w złotówkach, lecz ani na stronie WWW ani w kasie nie ma cen w PLN, nie ma nawet podanego oficjalnego przelicznika naszej waluty. Dopiero na stoiskach gastronomicznych pojawia się informacja, iż przyjmują złotówki, ale także bez podania kursu. Sam postanowiłem wziąć euro i tylko w tej walucie płaciłem, więc nie wnikałem jak przeliczają złotówki, no ale nie wygląda to wszystko tak jak powinno.
Pierwsze wrażenie po kontakcie z wodą także nie było dobre. Przyzwyczajeni do węgierskich kompleksów termalnych byliśmy w lekkim szoku jak zimna woda była w brodziku. Temperatury podawane w Internecie (28-30 st.C) można włożyć między bajki. Prawdziwe albo bliskie prawdy są wypisane na miejscu na tablicy przy kasie - podawali 24 st. i może taka była, w każdym bądź razie nasz niemowlak ani myślał do niej wchodzić. Jedynymi cieplejszymi basenami były dziecięcy, koło budynku wellness, gdzie było parę stopni więcej i od razu znacznie przyjemniej oraz basen pod dachem z "atrakcjami" jak się tu nazywa bezsensownie chlapiące we wszystkie strony wodotryski. Znajduje się on w budynku koło gastronomii.
Wszędzie indziej jest standardowe 24 stopnie, a to jednak daleko od 30 stopni u Madziarów i ja nie czułem się tu dobrze, ale starszy syn nawet nie narzekał.
Aquaruthenię trzeba jednak oceniać nie jako basen termalny lecz zwykły i wtedy nie wypada źle. Ceny są niskie. Po zakupie biletu wszystko jest darmowe (poza sauną i wellness). Trawki do rozłożenia się jest wystarczająco (ale miejsca z cieniem niestety nie). Basenów sporo i mimo dużych tłumów (nawet w czwartek) w wodzie nie było ścisku.
Małe dzieci mają do dyspozycji wspomniany brodzik z zjeżdżalnią, basen cieplejszy bez atrakcji i plac zabaw. Trochę większe 2 zjeżdżalnie. Dla wszystkich jest plac z 4 dmuchańcami oraz 3 duże trampoliny.
Dla dorosłych są 2 rury, jedna zakręcona, druga szybka z ostrym spadem. Kolejki były jednak notorycznie duże, że nawet nie chciało mi się stać, powinni postawić więcej takich zjeżdżalni.
Hitem jest duży basen z falą. To rzadkość na basenach odkrytych. Można się bawić na głębokiej wodzie jak i przy brzegu, bo posiada on łagodne podwyższenie dna na końcu i fale jakie tam dochodzą naprawdę przypominają te morskie. Nie mierzyłem odstępu czasu co jaki włączają falę, ale jest on znośny, myślę że ok. 40 minut.
Można by więc w miarę przyjemnie spędzić tu czas gdyby Słowacy nie uznawali, że ludzie odwiedzający baseny pragną być bombardowani dźwiękami. Puszczają ze środka kompleksu na pełny regulator, tak by każdy dobrze słyszał disco polo i inne "przeboje"! Na szczęście okresami trochę ściszają, ale generalnie ten hałas to tortury!!
Jest jeszcze kilka innych rzeczy, które odróżniają na minus Aquaruthenię od kąpielisk węgierskich, niby drobnych, ale denerwujących np. barierki, które szczelnie odgradzają baseny, tak że wejścia/wyjścia są tylko 2 lub 3 w narożach. Nie ma więc swobodnego dostępu tylko trzeba krążyć dookoła. Albo "piękny" widok na jakieś wysokie obdarte kominy wyrastające tuż za ogrodzeniem...


Galeria
Wiek dziecka(i)
1 i 9 lat
Data pobytu
lipiec 2017
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
10
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. dolnośląskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  23 lipca 2017

Z rozrywek w Jedlinie Zdroju wyróżnia się bardzo dogodny cenowo tor saneczkowy. Wspólny zjazd z 8-letnim dzieciakiem za 6 zł to chyba najniższa cena w Europie (w karnecie 10-przejazdowym w dniu powszednim). Można więc poszaleć, choć tor nie należy do szybkich ani długich.
Szkoda, że nie mogliśmy skorzystać z toru pontonowego. Ten z kolei wyróżnia się tym, że nie trzeba biegać z pontonem pod górę, tylko jest się wciąganym wyciągiem. To ogromna zaleta, bo pamiętam że w innych miejscach nieźle się nabiegałem w tę i z powrotem gdy syn zjeżdżał z czegoś podobnego. Niestety, mimo dwukrotnego przyjazdu do parku, tor zawsze był zamknięty z powodu złych warunków atmosferycznych, choć w 1 dzień wcale nie padało. Trzeba więc pamiętać, że jeśli istnieje choćby minimalne zagrożenie deszczem, tor będzie nieczynny. Są tu ostrożni aż do przesady!
Sercem tego miejsca jest park linowy z aż 5 trasami dla osób w każdym wieku i stopniu zaawansowania. Tutaj nie ma już taryf ulgowych i ceny są zbliżone do średnich krajowych. Najłatwiejsza ścieżka dla najmłodszych dzieci zabezpieczona jest siatkami. Jest to porządna trasa z kilkunastoma przeszkodami, ale nie podobają mi się opłaty pobierane za każde jedno przejście (choć są karnety na 5 przejść). W przypadku maluchów powinny być bilety bez limitów albo na określony czas.
Pozostałe trasy są już tradycyjne, choć także tutaj Jedlina czymś zaskakuje. Zastosowano bowiem nowatorski system nie wymagający przepinania lin - wystarczy je tylko przewlekać. Jest to pierwszy i jedyny park linowy, w którym widzieliśmy takie rozwiązanie. Dzieci oraz początkujący na pewno je docenią i będą się mniej stresować. No i dzięki temu jest bezpieczniej. Jeśli chodzi o jakieś wymyślne i oryginalne przeszkody czy zjazdy to nic takiego nie zauważyłem.
Trasa Junior, z której korzystał syn, podobała mi się z powodu wysoko zawieszonych kilku stanowisk. Zaczyna się niepozornie, ale potem emocje rosną. Biegnie ona po drzewach na stoku wzgórza, więc w zależności od miejsca patrzenia wysokość można różnie oceniać. Gdy żona stojąc w dole na parkingu zobaczyła syna na najwyższym odcinku o mało nie dostała zawału! Część trasy naprawdę odbiega wysokością od innych tras dziecięcych, ale nie jest to powód do obaw. Nasz syn ma lęk wysokości, ale przeszedł ją bez problemu i był z siebie bardzo dumny.
Z innych atrakcji nie korzystaliśmy, podobnie jak z gastronomii, która również jest tu zapewniona. Ogólne wrażenie bardzo dobre. trzeba tylko wybrać się przy dobrej pogodzie.


Galeria
Wiek dziecka(i)
8 lat
Data pobytu
kwiecień 2016
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. dolnośląskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
5.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  13 lipca 2017

Atrakcja znajduje się w centrum miasta i nie posiada własnego parkingu. Ze znalezieniem jakiegoś miejsca w pobliżu nie powinno być jednak problemu. Po zakupie biletów mieliśmy 30 minut wolnego czasu do wejścia, poszliśmy więc na Parkową Górę czyli wzgórze nad wejściem do sztolni, gdzie rozmieszczono na wolnym powietrzu militaria. Jest to ciekawe uzupełnienie podziemnych korytarzy. Można zobaczyć różne działka, wóz opancerzony oraz makietę futurystycznego samolotu, który projektowano w Kamiennej Górze. Sprzęt nie jest specjalnie chroniony, można swobodnie dotykać, wchodzić, siadać na siedzeniach strzelniczych.
Sztolnię Arado zwiedzaliśmy oczywiście z przewodnikiem, ale na trasie nie było żadnego personelu i nie mieliśmy okazji uczestniczyć w inscenizacji, o której później czytałem w Internecie. Być może dlatego, że był dzień powszedni przed sezonem i cała grupa składała się tylko z nas, czyli trzech osób, niemniej jednak podejście do turystów jest dość dziwne - jedni otrzymują dodatkowe atrakcje, a inni nie.
Trasa jest jednak na tyle ciekawa, że wszyscy byliśmy zadowoleni. Młody przewodnik z pasją opowiadał o kompleksie, po drodze jest kilka efektów specjalnych - odgłosy, podświetlenie, więc nie ma nudy. Wrażenie robi makieta samolotu wewnątrz podziemi, a wielka sala z pomieszczeniem na podwyższeniu i flagą ze swastyką to niesamowita sceneria przypominająca plener filmowy.
Później w tunelach jest ekspozycja starej pordzewiałej broni co akurat może być trochę nużące, ale ogólnie trasa jest dobrze zagospodarowana, choć dość krótka. Prócz wspomnianego samolotu są różne klimatyczne elementy jak niemieckie napisy, mnóstwo skrzyń z faszystowskimi emblematami, budki strażnicze itp. Co prawda wszystko to współczesne stylizacje, ale wykonane profesjonalnie.


Galeria
Wiek dziecka(i)
8 lat
Data pobytu
kwiecień 2016
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus2  Autor  Autor: foetus2     Data dodania   6 lipca 2017

W kompleksie termalnym w Bogacs pojawiły się w końcu zjeżdżalnie i to całkiem oryginalne. Poza tym, nowa jest usługa fish peeling, która jednak nie działała (tak się składa, że nigdy jeszcze widzieliśmy, aby gdzieś to działało, czy to w Polsce czy na Węgrzech).
Reszta pozostała bez zmian, tylko bilet trochę podrożał. Wraz z parkingiem za 800 Ft nie jest to już taki tani basen jak parę lat temu.
Zjeżdżalnie wypełniają lukę w ofercie rozrywkowej kompleksu, która wcześniej kulała. Nadal brakuje porządnego basenu rekreacyjnego z rwącą rzeką czy falą, ale przynajmniej można sobie pozjeżdżać w sposób jaki nie widziałem na innych węgierskich basenach.
Pontonowa zjeżdżalnia umożliwia 1 lub 2 osobom ślizg po rynnie kształcie litery U. Niezła frajda, choć krótka.
Druga zjeżdżalnia również jest pontonowa, ale niestety 1-osobowa. Na początku spadek jest niewielki i to powoduje, że dzieci z powodu małej wagi mogą mieć problem z rozpędzeniem się. Nasz syn zatrzymał się w środku rynny. Na koniec jest fajny szybki zjazd, ale ewidentnie konstrukcja tej zjeżdżalni jest nieprzemyślana.
Trzecia rynna jest najwyższa i zakończona wielkim lejkiem, po którym krążymy i celujemy w dziurę, którą wypadamy do basenu. Jest to trudne, więc zwykle musiałem odpychać się rękami aby do niej trafić. Strumień wody jest trochę mały i czuć na plecach łączenia poszczególnych części lejka, ale ogólnie zjazd jest super.
Podoba mi się, że dzieciakom nikt nie zabrania wejścia na dowolną zjeżdżalnię. Nie ma dodatkowych opłat, a działają one przez cały czas, poza 1 godziną przerwy między 13 a 14. Posiadacz pontonu może go trzymać jak długo chce, co może skutkować długą kolejką chętnych, ale w dzień powszedni, końcem czerwca nie był to problem, bo na basenie dominowali seniorzy.


Galeria
Wiek dziecka(i)
1 i 9 lat
Data pobytu
czerwiec 2017
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
83
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
4.0
foetus2  Autor  Autor: foetus2     Data dodania   2 lipca 2017

Nie wiem co jest nie tak z tym kompleksem, bo odwiedzamy go po raz drugi i znów nie działał największy basen, tzw. "okrąglak". Był odgrodzony i pełen śmieci. Naprawdę dziwne, że nie są w stanie przygotować go na koniec czerwca.
Najważniejsza zmiana od ostatniej wizyty to otwarcie małego krytego aquaparku, zwanego "adventure bath". Powstał on w budynku dobudowanym do pływalni. Niestety, jak na obiekt z 2017 roku jest to lekka kompromitacja. Za dopłatą 1200 Ft od osoby do standardowego biletu (nie ma zniżek dla dzieci i nie są wymagane czepki, mimo że tak piszą na stronie) mamy dostęp do wspomnianej pływalni oraz jednego dużego basenu. Jest w nim: fala, rwąca rzeka, jakuzzi, 3 zjeżdżalnie i akwen z bąbelkami, biczami, wodą bijącą z dna. Atrakcje działają na zmianę w 3 długich trybach: fala, rzeka, wodotryski.
O ile do fali nie mam zastrzeżeń, bo jest bardzo fajna, to pozostałe atrakcje nie zachwycają. Rwąca rzeka jest jakaś anemiczna. Tylko w 1 miejscu czuć porządne przyspieszenie od bijącej wody. Jakuzzi działa z długimi przerwami. Natomiast zjeżdżalnie to osobny temat, który bardzo zepsuł nam nastrój. Otóż przy zakupie biletów pokazywana jest kartka w różnych językach, że ze zjeżdżalni mogą korzystać dzieci od 120 cm wzrostu. Na miejscu okazuje się jednak, że od 120 cm jest tylko 1 zjeżdżalnia - zwykła prosta jak na basenie rekreacyjnym, może tylko 1 m dłuższa. Pozostałe dwie są od 140 cm! I żeby to były jeszcze jakieś wysokie i pokręcone rury, ale jedna z nich jest niska i bardzo krótka - zjazd trwa między 2 a 3 sekundy! Syn ma 130 cm i go na nią nie wpuszczono, dopiero po negocjacjach z obsługą, starsza kobieta pozwoliła zjechać kilka razy, potem jednak zmieniła się z inną - młodszą, która była bardzo opryskliwa i nie wpuściła już syna. Po kolejnej zmianie, poprzednia kobieta również zabroniła wstępu na tę zjeżdżalnię, mimo iż przecież musiała widzieć, że doskonale sobie radzi w wodzie. Na stwierdzenie, że przy kasie pokazywane jest ograniczenie do 120 cm tłumaczono, że chodziło o 1 zjeżdżalnię i z tego co zrozumiałem te 120 powinno być mierzone do szyi! Kompletny absurd i nonsens. Wykłócanie się jednak o cokolwiek na Węgrzech ma mały sens, bo prawie nikt tam nie zna angielskiego. Postanowiliśmy spróbować jeszcze pod koniec dnia (aquapark był otwarty godzinę dłużej niż baseny odkryte) w nadziei zmiany obsługi. Nie zmieniła się w prawdzie, ale przy zaledwie kilku kąpiących się osobach strażniczki zjeżdżalni skupiły się na pogaduszkach między sobą i patrzyły przez palce na to co się dzieje, więc syn odbił sobie poprzednie przykrości. Zjeżdżał do woli, ile chciał.
Cała ta sytuacja wzbudza jednak duży niesmak. Jeszcze nie spotkałem się aby obsługa aquaparku przeznaczonego przecież dla dzieci starała się za wszelką cenę psuć tym dzieciom zabawę! Wprowadzone ograniczenia (140 cm to już młodzież prawie dorosła!) są niczym nie uzasadnione (tylko najwyższa zjeżdżalnia jest faktycznie szybka, ale też daleko jej do jakiegoś ekstremum) i po prostu wymyślone przez kompletnego idiotę. A przy kasie celowo wprowadza się rodziców w błąd, byle tylko kupili bilety!
Trudna do pojęcia jest też głupota projektantów basenu. Dwie wyższe zjeżdżalnie posiadają liczniki czasu zjazdu, co jest generalnie świetnym pomysłem, ale tutaj są one tylko na górze rynny! Tak więc trzeba być z drugą osobą, bo samemu nie ma możliwości zobaczyć wynik!
Kolejna głupota to daszek nad basenem dla najmniejszych dzieci. Pierwotnie chwaliłem to rozwiązanie, ale teraz widzę, że chroni on tylko ok. 2-3 godziny z rana, potem jest całkowicie nieprzydatny i słońce świeci na maluchy jak chce przez większą część dnia!
Dziwne są także baseny zdrowotne, które mają zimną wodę i żadnych natrysków czy bąbelków, czyli ich atrakcyjność jest żadna. Seniorzy nie chcą w nich siedzieć, więc jest pusto albo młodzież gra w piłkę, a w tych z gorącą wodą panuje za to spory ścisk.
Inne negatyw to zlikwidowanie kilka barów. Na zewnątrz jest teraz jedna główna restauracja z bogatym menu i jedna w środku. Reszta budek oferuje desery. W porze obiadowej tworzą się więc kolejki. Jednak chyba mało osób wie, że przy bramie wejściowej jest okienko i tam oprócz wina, piwa i napojów także podają jedzenie i to bez żadnej kolejki. Sprawdzone są langosze (bardzo dobre), ale skromne menu obejmuje również rybę Hekk i gulasz fasolowy.
Podsumowując, kompleks termalny w Mezokovesd to nadal atrakcyjne miejsce, ale w mojej opinii funkcjonuje on źle, ktoś ewidentnie nie potrafi zarządzać tą placówką. W okolicy jest tyle innych konkurencyjnych kompleksów, że turyści nie muszą znosić robienia łaski przy dopuszczaniu dzieci do zjeżdżalni czy oglądać z daleka wciąż zamknięte baseny, mimo że płaci się pełną opłatę za bilet wstępu.


Galeria
Wiek dziecka(i)
1 i 9 lat
Data pobytu
czerwiec 2017
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus2  Autor  Autor: foetus2     Data dodania  28 czerwca 2017

Po tegorocznej wizycie na basenach w Egerze mogę stwierdzić, że zaszły pewne zmiany, choć niewielkie. Przede wszystkim przywrócono niebieską zjeżdżalnie dla dzieci na zamku wodnym. Zabawa dzięki temu jest znacznie lepsza.
Niestety urządzenia wodne w tym basenie jak i dla niemowlaków, działają wybiórczo, np. zepsuta była tryskająca wodą palma oraz 1 armatka.
Zjeżdżalnie natomiast były pozostawione całkowicie bez opieki, panowała więc wolna amerykanka. Nie kontrolowano ograniczeń wzrostu, dzieci mogły więc korzystać do woli z każdej rury. Nie obowiązywały też limity zjazdów na osobę. To zalety tej sytuacji, ale problemem stała się dostępność najlepszej zjeżdżalni pontonowej. Jak ktoś się przyssał do pontonu to go już nie oddawał na długi czas albo przekazywał znajomym. Nowym osobom, szczególnie pozamiejscowym, było więc bardzo trudno doczekać się na swoją kolej. Nam w końcu dała ponton jedna kobieta z dzieckiem, gdy poprosiliśmy ją po angielsku i okazało się, że to Polka.
Nie wiem czy tak teraz jest zawsze, my przyjechaliśmy chwilę przed sezonem w dzień powszedni. Być może w weekend czy na wakacjach ktoś jednak sprawuje kontrole nad zjeżdżalniami.
Remontowana jest jeszcze restauracja przy wejściu, ale poza tym w całym kompleksie nic się nie zmieniło.


Galeria
Wiek dziecka(i)
1 i 9 lat
Data pobytu
czerwiec 2017
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
70
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. dolnośląskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  18 czerwca 2017

Rezerwat położony jest na odludziu i trzeba kawałek przejechać dziurawą polną drogą, na szczęście kierują do niego drogowskazy, więc nie ma problemu z odnalezieniem.
Droga kończy się parkingiem z dużym placem. Są tam tablice informacyjne, ławy i wiaty, ale nie ma jasnego oznaczenia szlaku. Na wprost widać już skały na dość stromym zalesionym stoku, ale szeroka ścieżka biegnie w lewo, wzdłuż strumyka. Poszliśmy nią i to był dobry wybór, bo najpierw oglądnęliśmy skały z lekkiej oddali, z dołu, a potem weszliśmy pomiędzy nie (po kilkuset metrach głazy karłowacieją - to znak że dochodzimy do końca rezerwatu). Zdecydowanie warto zobaczyć je z różnych perspektyw, bo są naprawdę efektowne. Nie ma ich zbyt wiele, ale wystarczająco dużo by nacieszyć wzrok i zmęczyć nas łażeniem po nierównym terenie.
Skały posiadają ciekawe kształty (grzyby, wieże) i układy. Niektóre stoją samotnie, inne w grupach albo jedne na drugich, są też wysokie skalne ściany. Widać było, że niedawno wykonano wycinkę drzew, dzięki temu skały stały się widoczne w pełnej okazałości. Odkrywanie kolejnych głazów to ogromna frajda dla dzieci, tym bardziej że na wiele z nich można wejść.
Nie należy pominąć końcowego odcinka na prawo od wejścia do rezerwatu, tam też są ciekawe miejsca. Polecam również wejście na szczyt wzniesienia gdy pojawi się tabliczka z informacją o punkcie widokowym. Jest bardzo stromo, ale wspinaczka się opłaca, bo znajdziemy się na skraju lasu z rozległym widokiem na okolicę (widać np. klasztor w Krzeszowie).
Skałki Gorzeszowskie to na pewno nie ten poziom co skalne miasta w Czechach, ale widoki też są niezapomniane, a przy tym panuje tu spokój oraz cisza - oprócz nas nie było nikogo innego.
Zwiedzanie z wózkiem nie jest możliwe.


Galeria
Wiek dziecka(i)
8 lat
Data pobytu
kwiecień 2016
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
10
Zgłoś naruszenie zasad
znaleziono 613
wyświetlane 1 - 10
«1234567 ... 62»Liczba atrakcji
turystycznych na stronę: