Losowe relacje

1.
GDAŃSK - Rodzinny park rozrywki Port Brzeźno
 
5.0
Region: Woj. pomorskie
Autor: amarlena
2.
USTKA - Family Park
 
1.0
Region: Woj. pomorskie
Autor: iw_bar@o2.pl
3.
BISZCZA - Kąpielisko Biszcza-Żary
 
5.0
Region: Woj. lubelskie
Autor: andy_bandy
4.
MYCZKOWCE - Ośrodek Caritas z parkiem miniatur
 
5.0
Region: Woj. podkarpackie
Autor: Ina
5.
PRZESIEKA - Ogród Japoński Siruwia
 
6.0
Region: Woj. dolnośląskie
Autor: kala007

Szukaj w relacjach

Wybierz region:   

lub wpisz

słowa kluczowe:   

Relacje i opinie turytów

znaleziono 722
wyświetlane 1 - 10
«1234567 ... 73»
wyświetl wg:
 
  Region: Woj. śląskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
5.5
  Autor  Autor: malgola25     Data dodania  14 stycznia 2019

Bardzo lubiliśmy z mężem chodzić na ten basen ,jednak ostatnio, tzn 15 grudnia'18r ,było zimno na basenie ,warto by było pomyśleć żeby zabezpieczyć wlot zimnego powietrza za strefy basenu zewnętrznego . Dostaliśmy uczulenia od wody , woda była bardzo chlorowana i mąż żle się czuł , teraz boimy się tam jechać , a szkoda .


Galeria
Data pobytu
grudzień 2018
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
3.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  22 grudnia 2018

Jedna z najbardziej znanych i zarazem przecenianych miejscowości na Węgrzech. W sieci można znaleźć zachwyty nad Tokajem, a popularny polski portal (dwuliterowy) uznał go nawet za najładniejsze miasto Europy. Mówi to wiele o żenującym poziomie jaki prezentuje ten serwis, bo w rzeczywistości Tokaj to mała mieścina, w której praktycznie nic nie ma. Atrakcyjna chyba tylko dla koneserów wina i opojów spędzających całe dnie i noce w piwnicach winnych, których jest zresztą niewiele.
Niby Tokaj jest stolicą słynnego regionu winnego i wydawałoby się, że na każdym kroku będzie to widoczne, że producenci rozkładają kramy z możliwością degustacji, że jest pełno winiarni, kafejek itp. Nic bardziej mylnego! Wino najlepiej prezentuje się tu w postaci pół winogronowych przed i za miastem (szczególnie przy drodze na Sarospatak). Widoki są bardzo malownicze, ale w samym mieście tego brak. W czerwcu w centrum była czynna 1 knajpka z 3 stolikami na zewnątrz (gdy tam usiedliśmy wszystkie były zajęte przez Polaków). Piwnica winna też była tylko 1 - najbardziej znana "Piwnica Rakoczego". Oferuje ona zwiedzanie w różnych opcjach cenowych (od ok. 55 zł!), ale w każdej głównym punktem jest degustacja kilku rodzajów win, więc na wizytę z dziećmi się to raczej nie nadaje. Pewnie są też w mieście jakieś inne piwnice, ale nigdzie nie było widać otwartych drzwi, albo żeby zapraszali gości.
Piwnica Rakoczego znajduje się przy uliczce, położonej między wzgórzem a rzeką, która stanowi główny deptak miejski i w tej okolicy można znaleźć kwaterę. Stoi tam jeszcze pomnik Bachusa i zabytkowy kościółek. Jest dość urokliwa, ale żeby się nią zachwycać to gruba przesada. Po godz. 20 stawała się pusta. Na końcu jest rondo, z którego droga prowadzi m.in. na most. Tutaj zbiegają się 2 duże rzeki Bodrog oraz Cisa i jest to ciekawy punkt widokowy. W pobliżu ulokowany jest duży parking, na którym działa kilka restauracyjek. Wyglądało, że jest to jedyne miejsce gdzie cokolwiek jest czynne po 20 i było widać jakieś życie. Na placu tym stoi budka z langoszami, ale okazały się niezbyt smaczne.
Nad rzeką z kolei znajduje się przystań. Można wypożyczyć sprzęt pływający lub wypłynąć na rejs statkiem. Być może jest to jakaś atrakcja, ale nam zabrakło czasu aby z niej skorzystać. Natomiast do Muzeum Wina dzieciak nie dał się zaciągnąć. Po wizycie na kiepskiej plaży traktowaliśmy już Tokaj tylko jako bazę wypadową w ciekawszą okolicę (do wyboru kilka zamków, basen, park rozrywki).


Galeria
Wiek dziecka(i)
1 i 9 lat
Data pobytu
czerwiec 2017
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. małopolskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
1.0
  Autor  Autor: 1234     Data dodania  21 grudnia 2018

Uważajcie na Gubałówce na gościa który zaprasza do strzelania z pistoletu jak trafisz to możesz coś wygrać, jest to zwykły oszust i naciagacz na pieniądze. Pistolet jest tak skonstruowany że posiada dwa miejsca żeby załadować nabój, zależy gdzie wlozy nabój, od tego zależy czy trafisz. Oszuści....


Galeria
Data pobytu
Grudzień 2018
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. zachodniopomorskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
5.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania   9 grudnia 2018

Kołobrzeg odwiedziliśmy w pierwszym tygodniu czerwca. Mimo, że miejsca na plaży wtedy nie brakuje, to o nocleg w normalnej cenie w turystycznym centrum bardzo trudno. Pierwsze zetknięcie z miastem nie było najlepsze - place budowy i kiepska komunikacja. Szybko się jednak przyzwyczailiśmy i tygodniowy urlop był bardzo udany.
Strefę nadmorską dzieli na 2 części wpływająca do Bałtyku Parsęta. Cześć zachodnia to oaza ciszy i spokoju, i właśnie tu zarezerwowaliśmy kwaterę. Jest ich sporo w tej okolicy, ale patrząc na mapę i oceniając odległość od morza należy wziąć pod uwagę, że prawie cały pas zieleni nad plażą zwany Parkiem Jedności Narodowej to ogrodzony las pod zarządem wojska, do którego nie ma wstępu! Jedyne wejście na plażę to przedłużenie ulicy Jedności Narodowej i przy niej znajdują się tradycyjne nadmorskie bary, kramy i sklepy. Jest ich jednak niewiele. Trochę dalej mamy mały market spożywczy. Przy samej plaży jest budka z lodami, piwem i smażalnia, kolejna znajduje się w parku (im bliżej plaży tym drożej) oraz 2-3 przy ulicy. Polecam tę położoną przy samym wejściu do lasu.
Z atrakcji jest tylko wypożyczalnia pojazdów dla dzieci. Przed sezonem działała tylko w weekend. Otwarta była jedna knajpka, całkiem fajna, z huśtawkami i zjeżdżalnią dla dzieci. Niby czynna do ostatniego klienta, ale w praktyce oznaczało to, że poza weekendem była już zamknięta o godz. 20, podobnie jak wszystko inne.
Zejście na plażę prowadzi po schodach. Widać, że wykonano je niedawno, bo jest nowoczesne - posiada na poręczy windę dla niepełnosprawnych oraz taras widokowy. Plaża szeroka i czysta, bez dodatkowych atrakcji.
Niestety, z częścią wschodnią miasta nie ma łatwego połączenia i trzeba iść naokoło do głównej drogi i mostu. Do przejścia jest spory kawałek. Po drodze mijamy jednak parę ciekawych obiektów jak skansen morski, marina z placem zabaw i pozostałościami fortów (w remoncie). Już za mostem, w parku z fontanną za kościołem warto zobaczyć przykład ciekawej architektury parkowej - bindaż czyli tunel drzewny.
Za rzeką jest zupełnie inaczej. Wjeżdżając popełniliśmy od razu wielki błąd, bo postanowiliśmy porozglądać się po okolicy najpierw z auta. Ruch jest tu jednak ogromny, najlepiej od razu znaleźć miejsce parkingowe i poruszać się pieszo. Wjechaliśmy w uliczkę prowadzącą do deptaka, z której nie wyjazdu - trzeba nawracać pośród tłumu ludzi i innych aut - makabra!
Miejsca postojowe urządzone są wzdłuż ulic (strefa płatnego parkowania), są też duże parkingi blisko morza, ale drogie - cały dzień 50 zł. Najtańszy jest przy kościele na ul. Portowej 20 (o ile dobrze pamiętam 25 zł). W tej części miasta kwatery dobrych lokalizacjach są znacznie droższe i w wyższym standardzie, a te które nie zabijają ceną posiadają ogromny mankament w postaci braku parkingu. Są jednak wyjątki - noclegi z miejscami postojowymi w miarę nie daleko od plaży posiadają np. domy przy ul. Zdrojowej. Poza tym ciężko tu coś znaleźć, bo dominują domy uzdrowiskowe i wypoczynkowe,
Wschodnia strefa jest dość rozległa i wciąż się rozbudowuje, dwa główne centra turystyczne to okolice portu oraz molo. Przy porcie mamy dużo atrakcji jak np. unikatowa latarnia morska z podziemiami fortecznymi wykorzystywanymi na muzeum minerałów, Miasto Myszy, Ukrytą Krainę, rejs statkiem, a duży plac zabaw znajduje się przy ul. Obrońców Westerplatte 32. Falochron portowy pełni funkcję minimolo. Plaża jest w całości przeznaczona dla plażowiczów, przynajmniej w czerwcu nie było żadnych wydzielonych stref, jak to bywa winnych miejscowościach. Brak też na niej namiotów i barów.
Od latarni morskiej rozpoczyna się nadmorski bulwar z rzędem restauracyjek, ale zaskakująco skromny. Po dużym i popularnym kurorcie spodziewałem się czegoś na kształt Ustki, a lokali jest tu mało, z dominacją cukierni. Dalej, aż do molo, przy bulwarze stoi już tylko pomnik Zaślubin Polski z Morzem.
Molo jest bardzo ładne i szerokie, a także wietrzne. Na końcu posiada odnogę z częścią gastronomiczną. Można tu kupić lody, ale jak głoszą porozwieszane kartki nie uprawnia to do zajęcia stolika lub skorzystania z WC! W tym celu trzeba zakupić kawę, herbatę czy piwo po zbójeckich cenach.
Z molo trasa pośród kramów prowadzi na deptak. Biegnie on dość daleko na wschód równolegle z plażą oddzieloną lasem. Są przy nim ławki, a co jakiś czas kramy i bary. Tutaj znajduje się też kolejna atrakcja dla dzieci - Muzeum 6D, a nieco dalej od deptaka, w Parku Teatralnym rozłożył się park linowy. W lesie biegnie równoległa ścieżka, a następna nad samą plażą. Warto tu zajrzeć do baru z tarasem na plaży (ok. 0,7 km od mola). Wygląd nieciekawy, ale położenie i wspomniany taras ze stolikami i widokiem na morze super! Po drugiej stronie deptaka rozłożone są sanatoria i domy wypoczynkowe. Deptak jest więc taki sobie, nic się przy nim nie działo. Po minięciu muszli koncertowej zawróciliśmy przy kortach tenisowych, dalej nie chciało nam się już iść.
W Kołobrzegu trzeba oczywiście zobaczyć starówkę. Przypomina trochę inne pomorskie miasteczka, ale znacznie mniej tu zabytków. Przetrwała potężna katedra - warto ją zwiedzić i spojrzeć na okolicę z wieży. Uwagę zwraca wielki neogotycki ratusz z czerwonej cegły, widać że wokół niego toczy się życie towarzyskie miasta. Poza tym w centrum znajduje się kilka muzeów, w tym najważniejsze i najciekawsze - Muzeum Oręża Polskiego z ekspozycją w budynku i w plenerze.
W okolicy Kołobrzegu rozmieszczone są 2 parki rozrywki - Zieleniewo i Pomerania Park. Ten pierwszy jest całkiem niezły, natomiast drugi ominęliśmy, bo razi drożyzną (za wstęp 1,5 rocznego dziecka żądają tam 30 zł!).
Niestety, prawdopodobnie wszechobecni turyści z Niemiec powodują, że ceny w tym mieście należą do najwyższych nad polskim Bałtykiem. Jest jednak w miarę czysto i spokojnie, przeważają emeryci i rodziny z dziećmi. Śmiecącej i głośnej młodzieży nie było widać. Brak też ulicznych grajków, pokazów oraz atrakcji dla dzieci (jak dmuchańce czy baseny kulkowe). Podobnie jest z fajnymi knajpkami czynnymi po zmroku (prawie wszystko zamykane było bardzo wcześnie), ale może w ścisłym sezonie wygląda to inaczej. Mimo sporego terenu zajmowanego przez las nie było żadnego problemu z komarami.
Ogólnie Kołobrzeg oceniam pozytywnie, ale dziwię się statystykom mówiącym, iż jest to najchętniej odwiedzana miejscowość nadmorska w Polsce.


Galeria
Wiek dziecka(i)
2 i 10 lat
Data pobytu
czerwiec 2018
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. dolnośląskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  21 listopada 2018

Kopalnia jako obiekt turystyczny robi wrażenie od samego początku. Zajmuje spory teren, a każdy element jest pięknie odnowiony. Dookoła budynków stoją wagoniki i różne części maszyn górniczych. Wszystko jest czyste, zakonserwowane i na stałe unieruchomione.
Wycieczkę rozpoczynamy w kawiarni, w której oczekujemy na naszą godzinę zwiedzania. Lokal jest ładnie urządzony, posiada własną biblioteczkę. Menu skromne, ale wystarczające - kawa, herbata, desery, parę przekąsek.
Zwiedza się w grupach z przewodnikiem, który oprowadza po wszystkich częściach kopalni. Najpierw jest sala ekspozycyjna z wyposażeniem górniczym, mundurami, pamiątkami, m.in. ceramicznymi kuflami, które pamiętam z czasów PRL. Przewodnik bardzo kompetentny, zdaje się że przed laty sam tu pracował, ciekawie opowiada o wybranych eksponatach i odpowiada na pytania. Bez niego wystawa byłaby średnio interesująca. Potem, gdy chodzimy po poszczególnych działach kopalni jest ciekawiej. Niestety, tak jak i na zewnątrz wszystko jest tu unieruchomione, a fajnie byłoby zobaczyć cokolwiek w ruchu, np. jak któraś z licznych maszyn pracuje czy jak transportowany był węgiel. Pozostają tylko multimedia, w które kopalnia na szczęście jest wyposażona. Są panele komputerowe i projekcie na ścianach, które prezentują "życie" kopalni.
W 1 czy 2 salach były specjalne panele do tworzenia melodii z odgłosów maszyn, ale urządzenia rzekomo nie działały, choć coś tam można było na nich zrobić. Ochroniarz cały czas odganiał zaciekawione dzieci, co mnie trochę poirytowało, bo nie było żadnej informacji przy kasie o jakiejś awarii. Potem jednak przeczytałem, że to nowość tego sezonu i zaczęła działać od maja, a my przyjechaliśmy jeszcze w kwietniu.
Po przejściu kilku pomieszczeń i oglądnięciu mniejszych i większych maszyn oraz urządzeń kopalnianych przechodzimy do wysokiej wieży. Nie jest to oryginalna, zabytkowa konstrukcja, ale nowoczesna platforma widokowa z windą. Jej budowa to bardzo dobry pomysł, bo kopalnię otaczają góry, więc widoki są całkiem atrakcyjne.
Na koniec schodzimy do kopalnianego korytarza. Brawo za reakcję na słynny "złoty pociąg" pod Wałbrzychem, zanim sprawa okazała się wielką kompromitacją, turyści mogli zobaczyć go w tej kopalni! Niestety inwencji nie wystarczyło, aby z podziemi uczynić porządną atrakcję. Przeszliśmy krótki odcinek, najpierw bardzo szeroki, przypominający betonowy schron, dopiero potem na chwilę wstąpiliśmy do prawdziwej wilgotnej sztolni, ale to zdecydowanie za mało. Dzieciaki mają jednak frajdę, każdy dostaje kask z zamontowaną latarką i jeśli jest ich w grupie kilkoro to mogą się trochę pobawić i pobiegać. Być może w przyszłości trasa podziemna będzie dłuższa, ale jak widzę kopalnia idzie w przeciwnym kierunku - skrócenia zwiedzania. Aktualnie podawana jest informacja, że przejście trasy trwa 100 minut. Nam zajęło to ponad 2 godziny i nie wyobrażam sobie jak mogłoby to trwać pół godziny krócej. Zwiedzanie "po łebkach" nie ma przecież sensu.
Ogólnie jednak "Stara Kopalnia" to przykład udanej rewitalizacji i miejsce które trzeba zobaczyć.


Galeria
Wiek dziecka(i)
8 lat
Data pobytu
kwiecień 2016
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. zachodniopomorskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
3.5
  Autor  Autor: Lucu     Data dodania   3 listopada 2018

Świnoujście to piękna miejscowość, ładna plaża, port, miasto z kinem i galerią handlową, restauracje, baseny, aquapark, dobre zaplecze hotelowe i gastronomiczne ale osobiści denerwuje mnie fakt, że wszechobecni są niemieccy turyści - więcej Niemców niż Polaków, ceny dostosowane do Niemców - więc są wysokie, w restauracjach menu zawsze też w języku niemieckim - nawet czasami więcej niemieckiego niż polskiego, w sklepach i wszędzie sprzedawcy nawijają po niemiecku, żaden Niemiec nie wysila się, żeby dzień dobry po polsku powiedzieć, można płacić w złotówkach i euro. Nawet w centrum turystycznym restauracja niemiecka jest gdzie leci Disco Deutschland. Tymczasem w oddalonym o kilka kilometrów sąsiednim, niemieckim mieście Ahlbeck, gdzie można po plaży i parkiem na piechotę dojść - ni cholerę Niemcy po Polsku niby nie kumają, nic po polsku nie ma napisane, w żadnej restauracji, sklepie czy barze (jedynie na miejskich tablicach informacyjnych), można płacić tylko i wyłącznie w euro, trzeba opłacać niemiecką opłatę klimatyczną. Dotychczas osobiście inne narodowości nie przeszkadzały mi ale teraz jestem zrażony. Polacy za euro wchodzą w du... bez mydła a Niemcy mają nas gdzieś. Siedzą w Świnoujściu bo tu dla nich taniocha. Więc w zasadzie nie za bardzo mi się z tego względu podobało. Miasto fajne, ale trochę szacunku dla nas samych. Ciekawe czy ta opinia zostanie opublikowana ? I ile fali krytyki na to spadnie :)


Galeria
Data pobytu
listopad 2018
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
30
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  24 października 2018

My dostaliśmy się tam na piechotę z darmowego parkingu w centrum miasta, bo całe jezioro jest otoczone deptakiem dla rowerzystów i pieszych prowadzącym po wale.
Niedaleko jest jednak parking przy jakimś hotelu czy restauracji i chyba tam można się zatrzymać najbliżej portu.
Co godzinę odpływają z niego ok. 10-osobowe łodzie (zabierają również wózki bez potrzeby składania) i cumują przy początku ścieżki, oznaczonej dużym napisem Vizi Setany, który widać podczas zwiedzania pobliskiego Centrum Ekologicznego.
Po przypłynięciu mamy nieograniczony czas na spacer czy obserwowanie ptaków. Obsługa trasy radzi aby cały czas skręcać w lewo, wtedy na pewno obejdziemy całość ścieżki i warto się do tego zastosować. Gdy chcemy wrócić idziemy do początku trasy i zabiera nas jedna z łodzi, które krążą w tę i z powrotem do portu (czasem trzeba poczekać kilkanaście minut). Organizacja jest więc dla turystów bardzo wygodna.
Kolejny plus to utworzenie części trasy okrężnej, więc wracając nie musimy iść tą samą drogą. Inna sprawa, że ścieżka wiedzie pośród szuwarów i po pewnym czasie i tak staje się monotonna, a wręcz trochę nudna. Tylko miejscami mamy prześwit w trzcinie i widok na otwartą przestrzeń, wtedy można podziwiać piękno jeziora Cisańskiego. Odradzam zwiedzanie w palącym słońcu, bo my trafiliśmy na takie warunki i dało nam to nieźle w kość, cienia jest tu bowiem bardzo mało.
Jednak ogólnie atrakcja jest świetna, spędziliśmy tu 2 godziny. Po drodze mamy 2 wiaty, z których można wypatrywać ptaków (trzeba mieć lornetkę) lub po prostu traktować jak punkty widokowe. Wspomniana wieża nie jest wcale najlepszym z nich, bo umiejscowiono ją w terenie zarośniętym (tutaj pewnie można wypatrzyć ciekawe gatunki ptactwa). Obok wieży znajduje się mała przystań i jest tam dojście nad wodę, widzieliśmy przepływające kajaki, łódki, a także kaczki i 1 łabędzia. W tak interesującym miejscu powinny być ławki, ale niestety jest tu tylko zamykana furtka i mieliśmy chyba szczęście, że ktoś przed chwilą przypłynął, dlatego pozostała otwarta. Przewodnik już czekał aż wyjdziemy, aby ją zamknąć. Ławki są za to pod koniec trasy okrężnej (czyli na początku, jeśli ktoś najpierw pójdzie w prawo) wraz z WC, jest to specjalne miejsce wyznaczone na odpoczynek.
Podczas powrotu sternik nieco ożywia zmęczonych pasażerów prezentując możliwości łodzi i wciskając gaz do dechy - bardzo fajne zwieńczenie wycieczki!


Galeria
Wiek dziecka(i)
10 lat
Data pobytu
sierpień 2018
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania   9 października 2018

Ekocentrum to bardzo popularna atrakcja na Węgrzech, wybraliśmy się więc w wakacyjny dzień powszedni. Niewiele to dało, bo na parkingu miejsca nie znaleźliśmy. Jest on na oko 2x za mały na ilość odwiedzających w sezonie. W dodatku gdy już wjedziemy nie znajdując miejsca to trudno nawrócić, bo parkingowy wpuszcza wszystkich bez względu na to czy jest coś wolnego czy nie. Pozostał nam płatny parking (12 zł/dzień) przy głównej drodze, on też był prawie pełny.
Przy kasie trzeba się zdecydować na typ biletu. Na bramie wisi tablica, która w przejrzysty sposób przedstawia różnice między nimi. Jakiś Polak, który był tu już kilka razy doradził aby na pierwszy raz wziąć pełny pakiet z filmem oraz rejsem łodzią i tak też zrobiliśmy. Godziny tych atrakcji są ustalane przy kasie i trzeba się ich trzymać.
Za wejściem mamy plan całego Centrum Ekologicznego (szkoda że jedyny w całej placówce), można wejść do środka budynku, zwiedzić zoo po lewej lub zoo po prawej z atrakcjami dla dzieci i skansenem. Przestrzeni jest więc sporo i tłok nie jest odczuwalny. Pierwszy plac zabaw mamy od razu za bramą. Idąc w prawo będą kolejne, dzieci mają tu ogólnie mnóstwo rozrywki. Poszliśmy więc w tę stronę. Na zmianę oglądamy zwierzęta i zatrzymujemy się na placach zabaw. Najpierw jest mostek na stawie z żółwiami, klatką z kormoranem oraz wydrą, której jednak nie udało się tu zobaczyć. Żółwi jest bardzo dużo, trzeba je tylko wypatrywać w wodzie czy na brzegu, bo zlewają się z otoczeniem. Dalej jest znów plac zabaw i kolejne zwierzęta jak jeleniowate, bażanty i staw z pelikanami. W bocznej alejce znajduje się hodowla królików w klatkach. Są różne gatunki, zarówno małe jak i wielkie. Dzieci mają sporo radochy z karmienia ich mleczem czy trawą, bo gdy zobaczą jedzonko prawie wszystkie się zbiegają, niestety w pobliżu brak zieleni więc pokarmu trzeba szukać kawałek dalej. Warto zerwać wcześniej po drodze i przyjść z pełną garścią.
Część skansenowa jest mało interesująca - sprzęt rybacki, zagroda z kurami i innym ptactwem oraz jedna chałupa z dawnym wyposażeniem.
Dalej utworzono kolejny place zabaw, ale dla trochę starszych dzieci, bo na wodzie. Pływa się tratwami, przebiega przez ruchomy pomost, wyciąga wiadro z wodą ze studni itp. Oryginalny pomysł, ale wg mnie lepiej aby dla tratw była utworzona jakaś trasa, bo mimo że dzieci fajnie się tu bawią, to raczej krótko, bo pływa się tak bez celu. Na środku zaś postawiono drewnianą wieżę, z zakręconą ścieżką prowadzącą lekko pod górę, która wydaje się jakimś celem zabawy, ale w środku nic nie ma, a ściany są tak wysokie że dziecko nic z niej nie widzi.
Obok jest labirynt roślinny, w którym mamy rozrzucone litery tworzące wyrazy - zagadki, osobny w j. węgierskim i angielskim. Trzeba więc nie tyle szukać wyjścia z labiryntu lecz liter - kolejna super zabawa. W punkcie informacyjnym zgłasza się rozwiązanie zagadki i podaje swoje dane, które uczestniczą w losowaniu nagród. Naprawdę warto to zrobić, bo my po miesiącu od wyjazdu dostaliśmy przesyłkę z Węgier, a w niej 30-cmetrową rybę - maskotkę!
Na trawniku przy labiryncie można jeszcze podziwiać śmieszne zwierzęta wykonane z pomalowanych beli siana.
Zwiedzanie siedziby Ekocentrum zaczęliśmy od seansu w kinie. Jest to 15- minutowe przedstawienie przyrody Jeziora Cisańskiego w trójwymiarze, niestety tylko w j węgierskim. Ładne widoki, ale nie uznałbym tego za obowiązkową atrakcję. Cały budynek jest nowoczesny, są windy i terminale komputerowe. Warto go zwiedzać z audioguidem w j. polskim, jest on do wypożyczenia we wspomnianym punkcie informacyjnym, niestety za dodatkową opłatą 12 zł i z limitem czasowym 2 godzin. W tym czasie spokojnie jednak skorzystają z niego 2 osoby. Audioguide prowadzi nas po kolei po wszystkich zakamarkach Ekocentrum. Niektóre informacje są bardzo przydatne, przede wszystkim omówienia Cisy i akwariów, inne, jak np. o żabach czy wężach można sobie darować.
Wielkie akwaria położone w części podziemnej budynku są głównym magnesem przyciągającym turystów do tej atrakcji. Jest ich kilkanaście z kulminacją w postaci 7-metrowego tunelu, w którym wielkie bieługi i jesiotry pływają z każdej strony, również nad głowami. Wygląda to fantastycznie, mimo że nie jest to zbiornik morski, który zwykle prezentuje się lepiej od słodkowodnego. Z przewodnika audio dowiemy się, że kiedyś Cisa była pełna takich ryb, a nawet znacznie większych osobników i obecnie próbuje się przywrócić rzece stan sprzed kilkuset lat.
Jedno z akwariów zamieszkuje wydra. Może być gdzieś schowana, radzę jednak poczekać albo zaglądać czy nie jest aktywna, bo ten pocieszny zwierzak jest równie atrakcyjny jak wielkie ryby.
Na parterze Ekocentrum znajdują się m.in. mniejsze terraria z płazami i gadami prowadzącymi nocny tryb życia, ale za pomocą sztucznego oświetlenia odwrócono im pory dnia, aby zwiedzający mogli je oglądać w ruchu np. na łowach i interaktywna mapa. Na piętrze dookoła sali konferencyjnej w pokojach umieszczono różne drobne atrakcje, jak stanowiska z mikroskopami, specjalne pudełka z pięknymi widokami Księżyca czy gór, trochę gablotek z eksponatami przyrodniczymi i małych akwariów, jest też sala zabaw z wielkim basenem kulkowym. Na 2. piętrze znajduje się niski taras widokowy i dość ciekawe stanowiska z - 2 rowerkami, na których generujemy prąd i podświetlamy obraz przed sobą. Wyżej jest już tylko taras widokowy na szczycie wieży. Widać z niego całą okolicę, przede wszystkim malownicze jezioro utworzone na Cisie, poprzecinane zielonymi pasami lądu, choć drzewa na brzegu psują nieco widok.
Po lewej stronie Ekocentrum poprowadzono okrężną ścieżkę wzdłuż której prezentowane są różne zwierzęta. Najciekawszy jest wielki żółw lądowy, którego można dotknąć! Poza tym lisy, szakal, borsuk, orzeł i mniej interesujące bydło węgierskie, osły, kozy, bociany i inne ptactwo. Jest minizoo, ale dość dziwne, bo z ostrzeżeniem że wchodzi się na własną odpowiedzialność.
Wycieczka łodzią odbywa się z portu przy Ekocentrum. Na jednej łódce mieści się ok. 15 osób, można wejść z wózkiem. Podczas rejsu zataczamy pętle po jeziorze, płynąc między szuwarami jak i na otwartej przestrzeni. Sternik-przewodnik opowiada coś czego oczywiście nie rozumiemy, ale widoki są super. Z wieży widokowej na środku jeziora możemy dojrzeć pomosty spacerowe, ale nie docieramy do nich, to osobna atrakcja pod nazwą Vizi setany. Do niej także płynie się podobną łodzią, więc jeśli ktoś miałby ją w swoich planach, teoretycznie mógłby odpuścić rejs z Ekocentrum, jednak jest on zdecydowanie ciekawszy, płyniemy 45 minut i zagłębiamy się w zakamarki Cisy, a tam tylko niecałe 10 minut prostą trasą do wejścia na pomost.

Centrum Ekologiczne posiada skromną gastronomię, ale wystarczającą. Stoisko z hot-dogami, lody oraz bar z prostym menu - frytki z kotletem albo serem smażonym. Trzeba przyznać, że jest to smaczne i tanie. Obok znajduje się też sklep z pamiątkami.
Jedyny minus tego miejsca to koszty. Jak na instytucję publiczną są dość wysokie (2+1 - 150 zł z parkingiem i audioguidem), mamy jednak zapewnioną rozrywkę na cały dzień, my spędziliśmy tu prawie 8 godzin. Cenę biletów można też znacznie obniżyć rezygnując z filmu i rejsu.


Galeria
Wiek dziecka(i)
2 i 10 lat
Data pobytu
sierpień 2018
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. mazowieckie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
5.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  21 września 2018

Zamek efektownie góruje nad miastem i jest dobrze widoczny z drogi krajowej przecinającej Iłżę. Wysoka wieża ciekawie prezentuje się szczególnie w nocy, gdy jest podświetlona. Droga na górę prowadzi po schodach, więc zwiedzanie z wózkiem jest utrudnione.
Niegdyś była to potężna twierdza, niestety dziś do oglądnięcia zostało z niej niewiele, choć ostatnie prace konserwatorskie zwiększyły nieco atrakcyjność turystyczną zabytku. W murach zamku górnego, tuż pod wieżą, odrestaurowano część skrzydła mieszkalnego i dzięki temu możemy wejść do komnat na parterze i zapoznać się z wystawą o dziejach zamku. Składa się ona z tablic z tekstem i ilustracjami, na których ciekawie i dość szczegółowo omawia się historię tego miejsca. Poza tym można pochodzić między murami zamku górnego i oczywiście wejść na wieżę z charakterystycznym parasolem ochronnym na szczycie. Widok na okolicę z miasteczkiem i zalewem bardzo fajny.
Zamek dolny to wielki pusty plac, tylko na jego krańcach widać resztki murów. Znakomicie nadaje się na turnieje rycerskie i właśnie w czasie jednego z nich go zwiedzaliśmy zabytek. Atrakcji sporo na cały dzień - od dawnych tańców, przez pokazy rycerskie (w tym również na koniach), występ sokolnika, aż do wielkiej bitwy. Tylko tłok duży i kolejki do gastronomii...


Galeria
Wiek dziecka(i)
8 lat
Data pobytu
maj 2016
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
00
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. dolnośląskie
 
Użytkownik ocenił atrakcję:
 
2.0
  Autor  Autor: Marek     Data dodania  15 września 2018

Miejscowość jak wszystkie jej podobne w górach. Ludzie życzliwi zarowno w hotelach jak i restauracjach. Niewątpliwie zasługuje na uwagę hałas jaki generują kuranty koscielne. Trudno mówić o wypoczynku w takich warunkach.


Galeria
Data pobytu
Wrzesień 2018
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
10
Zgłoś naruszenie zasad
znaleziono 722
wyświetlane 1 - 10
«1234567 ... 73»Liczba atrakcji
turystycznych na stronę: