Skomentuj relację

Ocena atrakcji
 
4.0
Jeśli komuś mało atrakcji w Bańskiej Szczawnicy może podjechać kilka kilometrów do Świętego Antoniego i tutejszego pałacu, z którym związana jest ciekawa historia rodu bułgarskich carów. Kto ma nieszczęście posiadać zielony przewodnik Bezdroży/Michelin o Słowacji natrafi na przekłamania w co 2. zdaniu na temat tej budowli. To jak na razie mój rekord odkryty w tym wydawnictwie, ale kompetencja autorów daje nadzieje na jego pobicie.
Przede wszystkim nie jest to żaden kasztel - tak w wielu miejscach bezmyślnie tłumaczą słowackie "kaštiel", lecz ogromny pałac. Budowla góruje nad wioską, ale specjalnego zachwytu nie wzbudza, może przez swój regularny kształt i brak dominujących elementów. Podawane jako pewnik odniesienia w architekturze pałacu do kalendarza czyli 365 okien, 52 pokoje itd.  w rzeczywistości nie istnieją, a car Bułgarii rzeczywiście zamieszkiwał tu, ale nie będąc już carem i to tylko okresowo.
Drzwi na dziedziniec pałacu zastaliśmy  zamknięte - otwierane były na krótko przed otwarciem kas przed zwiedzaniem o pełnych godzinach, dlatego najpierw poszliśmy zwiedzać park (bez opłat). 
Jest on całkiem ładny, jednak daleki jestem od zachwytów znalezionych w sieci. Park rozłożony jest tarasowo z jednej strony  rezydencji. Posiada  kilka alejek i parę średnich atrakcji w rodzaju  sztucznej groty  czy pozostałości potężnej sekwoi zasadzonej w 1878 r.,  która  niedawno uschła. Grota jest jednak zakratowana, a sekwoja to tylko ogrodzony pień.   Najciekawsze są jeziorko i potok opadający w dół kaskadami. Przy jeziorku można sobie usiąść i uchwycić urokliwe widoczki. Z wyżej położonych punktów parku jest niezły widok na góry otaczające Bańską Szczawnicę. Fajne są też drewniane rzeźby zwierząt.
Po przechadzce okazało się że  dzieciak  jest śpiący, więc na zwiedzanie pałacu poszedłem sam. Do wyboru były 2 rodzaje trasy zwiedzania: podstawowa - krótka i długa, z tym że jeśli wchodzimy na godzinę przed zamknięciem to dostępna jest tylko krótką, wiec nie miałem wyboru. Byłem w ostatniej grupie z jakąś słowacką wycieczką, która zrobiła jednak zrzutkę na wydłużenie trasy, więc miałem okazję gratisowo zobaczyć resztę pałacu. 
Pozytywne jest to, że w kasie dają kilka kartek z opisem komnat w języku polskim, natomiast pobieranie opłat nawet od niemowlaków to totalne przegięcie! Nie wiem skąd taki pomysł, bo dla dzieci, poza wystawą łowiecką nie ma tutaj nic ciekawego i po zwiedzaniu w ogóle nie żałowałem, że nie poszliśmy całą rodziną.
Niestety jest to muzeum typu naszego Łańcuta - zwiedzający są złem koniecznym. Same zakazy - trzeba się poruszać ściśle wg wyznaczonej trasy, nie można niczego dotykać, obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć. Efekt jest tego taki, że niewiele pozostało mi w głowie z wnętrz pałacowych.  Gdy nie można się wspomóc fotkami, wszystko się zaciera albo zlewa, zwłaszcza gdy zwiedza się kilka podobnych obiektów w roku. Takie muzea generalnie  powinny odejść do lamusa. 
Szkoda, bo 12 komnat prezentuje się bogato i okazale (szczególnie salon chiński), nie byłem znudzony mimo przydługich czasem opowieści  przewodniczki. Zachowało się pełne wyposażenie, cenne dzieła sztuki, w tym wiele mebli i przedmiotów należących do cara Ferdynanda I. Na końcu są sale  i korytarze wypełnione porożami i trofeami myśliwskimi.
Zapowiedź 14 dodatkowych sal na trasie długiej wygląda atrakcyjnie, ale nie do końca tak jest, bo to co najlepsze jest na trasie podstawowej (może poza wspaniałą kaplicą). Oglądamy tu m.in. pokoje rozrywkowe, gdzie właściciele  grali w różne gry oraz to co utkwiło mi w pamięci to pokoje z bardzo oryginalnymi tapetami. Niestety w pewnym momencie całkowicie zgasło światło i prawdopodobnie przerwaliśmy zwiedzanie, bo do 14  sal nie zaglądnęliśmy na pewno. Przewodniczka poprowadziła nas do ostatniego punktu programu wspólnego z trasą krótką - wystawy łowieckiej. Tworzą je wypchane zwierzęta, kolekcje broni i akcesoriów myśliwskich. Sporo tego jest  i mogłoby zainteresować dzieci. W tych pomieszczeniach było jednak znacznie chłodniej niż w reszcie pałacu i emerycka cześć słowackiej wycieczki, zmarznięta i wymęczona,  gnała szybko do wyjścia. Reszta grupy chcąc nie chcąc także musiała się pospieszyć, więc na dokładne oglądnięcie eksponatów nie było czasu.  Po ponad 90 minutach zwiedzania sam już zresztą miałem dosyć.
Pod pałacem parking jest płatny 1 euro.
Uwaga, warto wziąć pod uwagę, że ta relacja opisuje stan atrakcji sprzed kilku lat i obecnie może ona prezentować się nieco inaczej!

Relacja - dodatkowe informacje

Wiek dziecka/i
5 lat
Data pobytu
maj 2013
Widok na pałac z drogi
Widok z parku
Potok
Jeziorko
Park
Zgłoś naruszenie zasad w tej relacji Czy ta recenzja była dla Ciebie pomocna? 1 0

Komentarze

Dodaj komentarz
Masz już konto w serwisie? .
Aby dodać komentarz nie trzeba się rejestrować, wystarczy podać nick/pseudonim i prawidłowy e-mail (pozostanie ukryty i bezpieczny). Ocena atrakcji jest możliwa tylko przy dodawaniu relacji.