Losowe relacje

1.
LIPIENEK - Relikty  zamku krzyżackiego

Region: Woj. kujawsko - pomorskie       Autor: foetus
 
2.0
2.
AUGUSTÓW - Dolina Rospudy

Region: Woj. podlaskie       Autor: Ina
 
5.0
3.
EGER - Miasto

Region: Węgry       Autor: Ina
 
6.0
4.
TURAWA - Jezioro Turawskie

Region: Woj. opolskie       Autor: foetus
 
4.0
5.
KOSEWO GÓRNE - Stacja badawcza jeleniowatych PAN

Region: Woj. warmińsko-mazurskie       Autor: Ina
 
6.0
6.
HAMERNIA - Rezerwat Czartowe Pole

Region: Woj. lubelskie       Autor: foetus
 
6.0
7.
ZADVARJE - Wodospady Mała i Duża Gubavica

Region: Chorwacja       Autor: foetus
 
5.0
8.
RADKÓW - Zalew Radkowski

Region: Woj. dolnośląskie       Autor: foetus
 
5.0
9.
KRASNOBRÓD - Park dinozaurów

Region: Woj. lubelskie       Autor: foetus
 
4.0
10.
ALWERNIA - Zalew Skowronek

Region: Woj. małopolskie       Autor: foetus
 
5.0

Relacje i opinie turytów

znaleziono 368 - wyświetlane 1 - 10«1234567 ... 37»
wyświetl wg  
 
  Region: Węgry
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  30 marca 2012

Do basenów w Sostofurdo robiliśmy dwa podejścia. Znałem to miejsce z młodości i wycieczki z rodzicami, więc byłem ciekawy jak teraz wygląda. Najpierw zaskoczeni minęliśmy wielki parking z jeszcze większą ilością samochodów. Miejsca na nim nie było, więc musieliśmy zaparkować na poboczu szosy. Przeszliśmy przez ładny park nad jeziorem z polskimi akcentami (pamiątkowe drzewko i tablica) i znaleźliśmy się przed wejściem do basenów, a raczej aquaparku Aquarius, którego wcześniej tu nie było. Na drzwiach wisiała niespodzianka - karteczka, że w obiekcie nie ma miejsca. W poczekali stało kilka osób i chyba czekało aż ktoś wyjdzie i zrobi miejsce, ale w upalne niedzielne południe trudno było na to liczyć. Byliśmy tym wszystkim trochę zdziwieni, ale atrakcji w Sostofurdo nie brakuje więc poszliśmy do zoo i na kąpielisko nad jeziorem, planując przyjazd na baseny w środku tygodnia.
Jak się potem okazało, było to nieporozumienie wynikające z naszego niedoinformowania. Aquapark i baseny sąsiadują ze sobą i są połączone, ale mają osobne bramy. Limitowany wstęp jest tylko do aquaparku, natomiast otwarte baseny nie mają ograniczeń, a wejście do nich jest kawałek dalej. Bilet na basen otwarty upoważnia do wstępu do aquaparku. Posiada on niby osobny cennik, ale pewnie obowiązuje on, gdy otwarte baseny są nieczynne.
Tak więc powróciliśmy do Sostofurdo za kilka dni, na wszelki wypadek z samego rana i bez problemu dostaliśmy się do aquaparku. Składa się on z dwóch głównych pomieszczeń, z których jedno w całości przeznaczone jest dla małych dzieci. Dotychczas nie spotkałem tak dużej przestrzeni dla maluchów na żadnym basenie. Spędziliśmy tu więc trochę czasu. Jest dużo urządzeń i brodzików, a poza wodą makieta zamku i łódź ze sterem. Dosyć unikatowe atrakcje i synowi się to podobało. Ludzi o dziwo bardzo mało.
Inaczej niż w drugiej sali z kilkoma basenami, m.in. z falą, prądem i 4 zjeżdżalniami i basenem wychodzącym spod dachu na zewnątrz. Niby fajnie, ale jakoś średnio mi się tu podobało. Kolejki do niektórych zjeżdżalni odstraszające, męczące jest też oświetlenie (na dół dociera za mało światła). Po ok. 1,5 godziny wyszliśmy na zewnątrz i tam już zostaliśmy do końca. W środku nie było aż tak super atrakcyjnie, aby zrezygnować ze świeżego powietrza i słońca.
Kąpielisko odkryte (Parkfurdo), z którego miałem miłe wspomnienia przeszło w ostatnim czasie "tuning". Przebudowano stare baseny i powstały nowe atrakcje. M.in. nowoczesny basen z 3 zjeżdżalniami, mostkiem, wodą tryskającą ze skały oraz duże stylowe baseny termalne z barem na wodzie (płaci się opaskami) i z hydromasażami. Wygląda to bardzo zachęcająco, ale z maluchem nie mieliśmy szans skorzystać, może w przyszłości...
Dla najmłodszych jest okrągły brodzik i dosyć mizerny plac zabaw, ale ważne że z piaskiem. Poza tym basen rekreacyjny z płyciznami, świetny do zabawy z dzieckiem i basen pływacki. Oczywiście wszelka infrastruktura jest bez zarzutu. Szatnie, przebieralnie, ubikacje i sporo stoisk gastronomicznych. Cały kompleks jest duży i nie mieliśmy poczucia ścisku.
Podsumowując, znakomite miejsce na wyjazd rodzinny, w weekend w sezonie turystycznym trzeba tylko pamiętać o wczesnym przyjeździe, aby załapać się na bilet do aquaparku. Przy okazji przechadzki dookoła basenów odkryłem mało popularny parking od innej strony niż ten główny. W nawigacji GPS trzeba wpisać ulicę Szodanaz. Jest tam trawiasty plac koło jeziora, gdzie można zostawić auto, jest nawet szansa na miejsce pod drzewami.


Galeria
+ Zalety
dwa w jednym - aquapark i basen otwarty
dla najmłodszych całkiem dużo atrakcji w aquaparku
ładnie, czysto i pełna infrastruktura
- Wady
w aquaparku, w części rekreacyjnej dużo ludzi i słabe oświetlenie
Wiek dziecka(i)
3 lata
Data pobytu
sierpień 2011
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
7716
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Czechy
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
6.0
Ina  Autor  Autor: Ina     Data dodania  11 kwietnia 2012

W Czechach po raz kolejny byliśmy zaskoczeni różnicą między znanymi nam z Polski ogrodami zoologicznymi, a ich odpowiednikami zagranicznymi. Nasze ZOO sprawiają wrażenie, jakby na przestrzeni ostatnich 20 lat świat stanął w miejscu, pewnie dlatego, że odwiedzających i tak jest zawsze sporo. W tak popularnych zarówno na szkolne wycieczki, jak i wyjazdy rodzinne atrakcjach nie widzą potrzeby aby walczyć o klienta.
Za granicą myślą jednak inaczej. Po przyjeździe do czeskiego ZOO w miejscowości Dvur Kralowe rzuca się w oczy wielgaśny parking. Nie ma możliwości aby nie znaleźć tu luźnego miejsca, nawet w szczycie sezonu i nikomu nie przychodzi do głowy pobierać jakiejkolwiek opłaty (porównajmy to np. z ZOO w Krakowie...).
Z paniami w kasie można dogadać się po polsku. Można płacić kartą lub gotówką (w koronach), obok jest też bankomat. Można bez problemu wchodzić z psami, wymagana jest tylko smycz. W kasie otrzymujemy wielojęzyczną broszurę (także w języku polskim), poświęconą głównie Safari, ale jest również mapa ZOO i inne przydatne informacje.
Zaraz przy wejściu zobaczyliśmy tabliczkę z podanymi godzinami i nazwami zwierząt. Byliśmy przekonani, że to godziny karmienia, więc o najbliższej ustawiliśmy się przy żyrafach. Przyszedł pan z różnymi rekwizytami i długo opowiadał o żyrafach, odpowiadał na pytania dzieci itp. Cierpliwie czekaliśmy aż skończy, bo niewiele rozumieliśmy, ale na karmienie nie doczekaliśmy się. Okazało się, że na tabliczce był harmonogram takich miniwykładów na temat różnych zwierząt. Trochę żałowaliśmy straconego czasu, ale sam pomysł jest świetny i rodzi się pytanie, czemu u nas nikt czegoś takiego nie organizuje, aby urozmaicić zwiedzanie? Dzieci i dorośli mogą się dowiedzieć wielu ciekawostek, dotknąć kości zwierzęcia, skóry itp.
ZOO Dvur Kralowe posiada chyba wszystkie zwierzęta, które chciałoby zobaczyć dziecko. W budynku z terrariami są nawet realistyczne dinozaury. Wybiegi czy klatki są bardzo dobrze przystosowane do oglądania zwierzaków przez turystów. Niebezpieczne zwierzęta są za szybą a nie za kratami. Nie ma pustych klatek i przykrych niespodzianek w rodzaju tymczasowego braku żyraf czy krokodyli co napotkaliśmy w Chorzowie. Jest kilka fajnych miejsc przeznaczonych dla dzieci: place zabaw, mini zoo (tu jak zwykle rządzą kozy), automaty, dmuchany zamek, ciuchcia jeżdżąca w koło. Skorzystaliśmy tu pierwszy raz z basenu z pontonami, łatwe kierowanie i zderzanie się z innymi sprawia dzieciom mnóstwo frajdy. Co jakiś czas pojawiają się punkty gastronomiczne i toalety.
Największym magnesem przyciągającym do tego zoo turystów jest jednak Safari. Pomysł naprawdę godny pozazdroszczenia. Cały zamysł polega na oglądaniu zwierząt w warunkach zbliżonych do naturalnych z samochodu lub safaribusa (głównie dla turystów bez własnego pojazdu). Przejeżdża się powoli między stadami różnych zwierząt, przy czym bezwzględne pierwszeństwo na drodze mają tu czworonogi. Wysiadać można tylko w wyznaczonych punktach, np. przy ubikacji czy pomieszczeniach z lwami. My byliśmy już pod koniec sezonu, w dzień powszedni, ludzi w ZOO było sporo, ale nie tłumy, natomiast na safari pojechaliśmy ok. godz. 18 i w zasadzie to widzieliśmy chyba tylko 2 inne samochody, więc mogliśmy spokojnie zatrzymywać się przy co ciekawszych zwierzakach i oglądać do woli. Na safari jeździ się naprawdę w żółwim tempie, więc śmiało wypięliśmy syna z fotelika, żeby mógł lepiej widzieć zwierzaki. Jest to niezwykła atrakcja, choć po pewnym czasie oglądanie tych samych lub podobnych zwierząt może się trochę znudzić.
Jest też organizowane nocne safari, podczas którego podobno wrażenia są zupełnie inne a niektóre zwierzęta bardziej aktywne, ale po całym dniu pełnym wrażeń chyba mało który maluch dotrwa do godziny 21-22.
ZOO jest sporych rozmiarów, można spokojnie przeznaczyć cały dzień na zwiedzanie. Czynne codziennie przez cały rok. Safari płatne osobno, otwarte od maja do września. Nam przejazd zajął 55 minut.


Galeria
+ Zalety
safari
ładnie i czysto
pełna infrastruktura
dużo atrakcji
- Wady
-
Wiek dziecka(i)
3 lata
Data pobytu
sierpień 2011
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
550
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. kujawsko - pomorskie
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
3.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  12 maja 2012

Do Zaurolandii w Rogowie wybraliśmy się parę dni po JuraParku w Solcu Kujawskim. Park ten ma w Internecie świetne recenzje, odwiedzają go ponoć tłumy ludzi, spodziewaliśmy się więc nie lada atrakcji. Nauczeni doświadczeniem z Solca wyjechaliśmy wcześniej i w pochmurny ranek, aby dzieciak mógł się wybawić przez cały dzień i nie męczyły go upały.
Już przy kasie przeczuwaliśmy się, że tu nie będzie tak fajnie. Brama i dziedziniec przed wejściem, w przeciwieństwie do Solca, urządzone były kompletnie bez gustu i nie zachęcały do wejścia. Bilety trochę tańsze (20 zł), ale kazano nam jeszcze zapłacić za parking (5 zł). Wywieszka z dokładnym cennikiem wskazywała, że w środku nie będzie bezpłatnych atrakcji.
Po wejściu do dinoparku widać tylko budkę z pamiątkami i strzałki na ścieżkę edukacyjną. Na początku zawiera ona standardowo kilka dużych tablic związanych z historią Ziemi, a za nimi rozmieszczono już pierwsze gady z triasu. Bardzo podobał mi się tu sposób prezentacji dinozaurów na lekkim podwyższeniu. Jest to zrobione lepiej niż w innych parkach. Również to, że nie są odgrodzone i można się do nich swobodnie zbliżać jest ogromną zaletą Zaurolandii. Gdzieś pod koniec gadów z jury ze ścieżki odchodzi boczna droga na wielki, piaszczysty plac zabaw. Nasz syn pobiegł więc zapoznać się z atrakcjami na tym placu i tu spotkała nas pierwsza przykrość. Usiadł w jednym z kilku małych dinozaurów, które posiadają miejsce do siedzenia i zaczął krzyczeć, że mokro. Okazało się, że w każdym dinie była słabo widoczna kałuża wody! Tak więc majtki, spodnie i bluza do wymiany. Było ok. 1,5 godziny od otwarcia parku, a deszcz padał w nocy, wiec czasu na przygotowanie urządzeń dla dzieci było aż nadto. Jak się później okazało był to jednak dopiero początek odkrywania zaniedbań i lekceważenia turystów przez Zaurolandię. Zamienne ubranie mieliśmy, więc syn kontynuował zabawę do czasu, gdy przyglądnęliśmy się dokładnie innym urządzeniom. Np. jest stół z pochylnią i wiadrem na łańcuchu, który z jednej strony ma urwany zaczep i wystające ostre kawałki blachy! Albo zjeżdżalnie z wieloma drabinkami sznurowymi, z których chyba każda posiada przerwane kilka szczebli lub zwisające zaczepy, które można by łatwo przykręcić, nikt się tym jednak nie przejmuje!! Skala lekkomyślności obsługi tego dinoparku jest po prostu porażająca. Głupoty też, bo obok placu zabaw jest stanowisko archeologiczne do odkopywania szkieletu dinozaura, jednak całkowicie odkopane z piasku! Próbowaliśmy namówić syna do zabawy w paleontologa, ale nawet nie chciał o tym słyszeć, bo skoro szkielet jest już odkopany, to po co? Specjalnie patrzyliśmy w to miejsce co jakiś czas i przez kilka godzin nie bawiło się tam ani jedno dziecko!
Gdy dotarliśmy do parku rozrywki oniemieliśmy widząc że np. przejażdżka zwykłą ciuchcią w kółko kosztuje 1 żeton czyli 10 zł! Na szczęście wymyślono karnety, z którymi 1 żeton wychodzi 7 zł (karnet kosztuje 35 zł), do tego dodawane są 3 różne płyty CD z jakimiś grami dla dzieci (nie sprawdziłem ich jeszcze). Z tym, że o gry trzeba się upominać, bo sprzedawczyni bezczelnie daje 1 płytę, choć na reklamie jest wyraźnie napisane że mają być 3.
Mając już karnet stanęliśmy przed problemem na co go przeznaczyć. Atrakcji dla niespełna 4-latka jest tam mało (z góry wykluczyliśmy ciuchcię i dmuchańce). Bardzo podobał mi się park linowy, zabezpieczony siatkami, jednak pan z obsługi kategorycznie odmówił wpuszczenia dziecka poniżej 5 lat. Szkoda, bo w Solcu takiego nie było, a chcieliśmy pierwszy raz wpuścić syna na liny. Poszliśmy więc do baseników, gdzie powinny działać łódeczki napędzane rękami, ale oczywiście nie działały (jak można było nie przygotować atrakcji na weekend majowy?!) obok był drugi basen z kulami zorbingową. Tu już wszystko było OK, więc spróbowaliśmy po raz pierwszy wspólnego zorbingu i syn był bardzo uradowany. Trzeba przyznać, że czas jaki nam dano był baaardzo długi, aż za długi, obaj nie mieliśmy już sił i sami wyszliśmy. Z tego co widziałem, gdy nie ma ludzi w kolejce, można się bawić do woli. Za to duży plus dla Zaurolandii. Następnie syn odkrył elektryczne samochody, którymi za 1 żeton można jeździć przez kilka minut po chodniku albo torze kartingowym (czas także zależy od ilości chętnych). Autka mają dwie prędkości oraz zmianę kierunku jazdy przód - tył. To również była świetna zabawa, a gdy się skończyła z braku innych atrakcji powtórzyliśmy zorbing (teraz męczyła się żona) i autko. Ostatni żeton wykorzystałem sam na przejazd gokartem.
Zaurolandia wyróżnia się co prawda innymi atrakcjami, których brak u konkurencji, jak paintball i 2 tory do motocrossu na małe i duże quady, tylko na co to komu w dinoparku? Quady są 1-miejscowe, więc rodzic nie pojedzie z dzieckiem. Jest jeszcze muzeum, ale w porównaniu do JuraParku bardzo skromne. Osobną sprawą jest zaplecze gastronomiczne w postaci zaledwie jednego lokalu. Wygląda to dobrze, ale tylko w menu. Chciałem zamówić espresso - jest w menu, ale dostać nie można. Ktoś za mną chciał jakieś danie obiadowe i spotkało go to samo. Jeszcze w południe była dostępna ryba, ale gdy chcieliśmy ją zamówić po wyczerpaniu karnetu ok. godziny 15, pani za ladą powiedziała, że jest już tylko schabowy! Ręce nam padły i czym prędzej ulotniliśmy się z Rogowa.
Tak więc, jeśli Zaurolandia nie zmieni swojego nastawienia do odwiedzających i polityki cenowej, nie wróżę jej przetrwania. Parki rozrywki i dinoparki powstają u nas jak grzyby po deszczu, a Solec Kujawski jest oddalony zaledwie o 70 km. Na jej niekorzyść przemawia jeszcze wiele detali jak np. to, że z niektórych dinozaurów (tych wielkich więc to nie wina turystów) odpada już farba na grzbiecie, jest to też pierwszy park nie dający ulotki z planem obiektu, lecz każący sobie płacić za jakąś książeczkę z planem za 5 czy 10 zł. Niby szczegół, ale syn był zawiedziony, bo lubi zbierać tego typu pamiątki. Z kolei sklepik sprzedaje chłam, który nie nadaje się do zabawy. Przestrzegam przed dinozaurami - robotami za 16 zł. Nasz parazaurolof po otwarciu nadawał się właściwie na śmietnik - nie potrafiło to ustać, nogi się najpierw zacinają, a potem rozregulowują całkowicie, gorszej tandety już chyba nie ma.
W Rogowe spędziliśmy 4 godziny. Dinopark oprócz wad ma też zalety, które wymieniłem, syn nacieszył się dinozaurami, prowadzeniem autka i kulą zorbingową, ale to było dla nas za mało, aby wystawić dobra ocenę. Jednakże turyści ze starszymi dziećmi na pewno skorzystają bardziej niż my, bo park linowy czy gokarty to niezłe atrakcje, a rodzice gustujący w quadach także znajdą tu rozrywkę dla siebie.


Galeria
+ Zalety
ścieżka z dinozaurami dobrze przygotowana i bez ograniczeń w dostępie
gdy jest mało ludzi można długo korzystać z atrakcji
fajny park linowy dla dzieci od 5 lat
2 tory quadowe i 1 gokartowy
- Wady
bardzo kosztowne atrakcje
mało atrakcji dla dzieci poniżej 5 lat
kompletny brak troski o bezpieczeństwo placu zabaw
nieprzygotowane do zabawy atrakcje
gastronomia na żenującym poziomie
Wiek dziecka(i)
3,5 roku
Data pobytu
maj 2012
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
5314
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Czechy
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
6.0
Ina  Autor  Autor: Ina     Data dodania  14 stycznia 2012

Adrszpaskie Skalne Miasto znajduje się w Czechach, ale bardzo blisko granicy z Polską. Jeżeli tylko znajdziecie się gdzieś w okolicy koniecznie przeznaczcie jeden dzień na tę atrakcję. Skalne Miasto można wprawdzie zwiedzić w 2 godziny, ale urok miejsca sprawia, że trudno po prostu nacieszyć się każdym z tamtejszych cudów natury. A tych cudów jest cała masa.
My byliśmy końcem lata, ale wydaje mi się, że o każdej porze roku jest tam pięknie (turyści są tu wpuszczani nawet w zimie przy dobrej pogodzie). Przed wejściem do Skalnego Miasta są jakieś bary i restauracja, ale na terenie rezerwatu nie ma (dzięki Bogu) żadnych punktów handlowych, wobec czego warto wziąć suchy prowiant i picie, szczególnie dla maluchów, bo droga nie jest najlżejsza, a jeżeli Adrszpaskie Skały spodobają się wam tak bardzo jak nam, to pewnie też spędzicie tam pół dnia.
Jeżeli chcecie przejść cały szlak – gorąco do tego zachęcam - to nie marzcie nawet o wózku, bo jest pełno schodków. Ale jeśli nie macie innego wyjścia, to polecam zobaczenie choćby części atrakcji, bo trasa "schodkowa" zaczyna się dopiero przy wodospadzie, czyli mniej więcej w połowie trasy, więc naprawdę i tak będziecie zachwyceni tym, co do tego momentu zobaczycie. No i wózkiem można też dojechać do malowniczego zalewu (po minięciu kasy odwrotny kierunek niż na Skalne Miasto, opisane niżej). Trasa jak wspomniałam nie jest łatwa, szczególnie jeśli jest się łapczywym na zobaczenie wszystkiego, ale nasz trzylatek poradził sobie w dużej części sam.
A co właściwe jest w tym Skalnym Mieście? Cuda – skały, w których bez trudu można odkryć kształt twarzy Indianina, dzban, fotel itp. Każde takie miejsce jest opisane, z tego co pamiętam po czesku, angielsku i niemiecku. Jest wodospadzik mały na zewnątrz i duży w jaskini, jest potoczek otulający podnóża skał, jest piękna brama – dawne wejście do Skalnego Miasta, są punkty widokowe na góry. Jest nawet jezioro, po którym można płynąć łódką. Rejs łódką nie jest może jakąś zapierającą dech w piersiach atrakcją, trwa dosyć krótko, ale doświadczenie ciekawe a otoczenie przeurocze. Jest bezpieczne, a bilet warto kupić już dla samych opowieści Pana Przewodnika w typie Rumcajsa, sterującego łodzią . Wejście do jeziorka jest oddzielnie płatne (50 koron), kasa znajduje się przy schodach prowadzących do niego. Do tego momentu można dotrzeć z wózkiem, który trzeba będzie jednak zostawić przy kasie, a do samego jeziorka jak wspomniałam krótka, choć stroma, schodkowa wspinaczka. Po powrocie z jeziorka jesteśmy w połowie trasy, dalej jest trochę trudniej, raz pod górę raz w dół, ale miejsca i widoki niesamowite.
Na koniec polecam odpoczynek przy malowniczym zalewie, jest to bodajże stara piaskownia, dzieciaki z radością mogą się trochę w nim popluskać, choć jest to niby zakazane. Jak dojdziecie kierujcie się w prawo. Najpierw zobaczymy skałę - dobry punkt widokowy a z niej widać już położoną kawałek dalej plażę z ławeczkami. Oczywiście jeśli ktoś ma siły i ochotę może przejść się dookoła jeziora, bo jest tu utworzona druga trasa turystyczna, ale nie sądzę aby w minimalnym stopniu mogła się ona równać z trasą główną, między skałami.
Ogólnie byliśmy zachwyceni Adrszpaskimi Skałami. Oprócz tego, że to naprawdę przepiękne miejsce, miłe wrażenie robi też czysty teren – i nie mam tu na myśli tylko tego, że nigdzie nie walają się plastikowe butelki, chodzi mi też o minimalną ingerencję człowieka w naturę – ot tyle tylko, żeby turyści mogli bez problemu poruszać się między skałami, kilka schodków, kilka barierek i tyle.
Przejście głównej trasy zajęło nam 4 godziny, czyli 2x więcej niż czas podawany w przewodnikach, potem jeszcze poodpoczywaliśmy przy jeziorku, a na koniec bardzo smakował nam Placek po Adrszpachsku w restauracji po lewej stronie od drogi wyjściowej. Lokal ten posiada darmową trampolinę, na której nasz syn odnalazł jeszcze ukryte pokłady energii i skakał ze 20 minut...


Galeria
+ Zalety
Po prostu jeden wielki plus
- Wady
Dla mnie żadnych
Wiek dziecka(i)
3 lata
Data pobytu
sierpień 2011
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
517
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
4.0
Ina  Autor  Autor: Ina     Data dodania  22 listopada 2011

Tyle razy słyszeliśmy już o tych niesamowitych basenach, że postanowiliśmy przekonać się naocznie jak to w rzeczywistości wygląda. My jeszcze nie całkiem starzy, dzieciak już zainteresowany takimi atrakcjami, więc w drogę. Dotarliśmy do Hajduszoboszlo dopiero wieczorem i bez żadnego zarezerwowanego noclegu, mając w głowie zdanie z przewodnika o trudnościach ze znalezieniem noclegu w sezonie.
Taaa... Nim zdążyliśmy dobrze wysiąść z samochodu zaproponowano nam nocleg za cenę o wiele lepszą niż w oddalonym o 30 km Debreczynie. Na szczęście postanowiliśmy się jeszcze rozejrzeć. Okazuje się, że baza noclegowa jest bardzo szeroka, można znaleźć fajny nocleg w dobrej cenie w piątek wieczorem, w ścisłym sezonie. Ogólnie idąc deptakiem przez ciąg restauracyjkowo - straganowy dochodzimy do hoteli, a kawałek dalej jest już dzielnica domków jednorodzinnych, z których większość oferuje kwatery. Wszystko blisko deptaka no i oczywiście basenów, samochodu na pewno nie należy odpalać tym bardziej że parkingi przez ten deptak przejechać się nie da (droga jest zamknięta i trzeba jechać naokoło) a parkingi przy basenie płatne (dopiero wieczorem za darmo). Pierwszego wieczoru byliśmy oszołomieni ilością ludzi, restauracji, barów i chińszczyzny. Drugiego wieczoru mieliśmy już myśli aby uciekać stąd. Nie żeby nie dało się żyć, niby fajnie, jest życie nocne, jest gdzie wyjść wieczorem na piwo, a jak chcesz zjeść to możesz wybierać i przebierać, ale dlaczego w każdej knajpce musi grać na pełen regulator inna muzyka?? Siedząc w lokalu B słyszysz wycie pani z lokalu A oraz disco z lokalu C...
Z dzieckiem wieczorem trochę strach wychodzić. Jeżeli tylko da się wsadzić, to proponuję wózek. Na deptaku jest po prostu gąszcz ludzi, strach, że dziecko się zgubi (przy okazji polecam gorąco opaski identyfikacyjne) albo ktoś przez nieuwagę na nie nadepnie. Dla dzieci standardowa oferta w takich miejscach: co chwilę automaty, lody, chińszczyzna wszelkiego typu.
Ostatecznie spędziliśmy tam kilka dni traktując Hajduszoboszlo jako bazę wypadowa po okolicy, a nie z powodu baasenów, na których byliśmy tylko raz. Jedno co z pewnością możemy doradzić, to że najlepiej jechać poza weekendem. Kiedy zobaczyliśmy dzikie tłumy w centrum oraz po relacji z sobotniego pobytu znajomej pary postanowiliśmy iść na basen dopiero w poniedziałek. No ale jeżeli poniedziałek na basenie tak wygląda to ja naprawdę nie chcę wiedzieć co dzieje się tam w weekend! Ale nie żebym odradzała po prostu zależy kto co lubi.
Generalnie w Hajduszoboszlo basenów wszelkiego typu jest bardzo dużo i na sporej powierzchni więc setki czy raczej tysiące ludzi jakoś się mieszczą i nie depczą po sobie. Atrakcje są i dla maluszków i dla młodzieży, przy czym my raczej skupiliśmy się na basenach dla tej pierwszej grupy wiekowej, więc z rur i tego typu wynalazków nie korzystaliśmy. Basenik dla dzieci bardzo fajny, z betonowymi zwierzętami i zjezdżlniami, można też znaleźć miejsce w cieniu. Jest też plac zabaw dla dzieci piaskiem, po południu również był przyjemnie zacieniony. Największy i dlatego niezbyt zatłoczony jest basen śródziemnomorski, szkoda tylko, że nie można tam znaleźć cienia. Trzeba zapłacić za leżak z parasolką, ale przy okazji mamy też piasek dla dziecka. Przy basenie stoi latarnia morska i statek - bar, choć jego główną funkcją jest udostępnianie dzieciom łatwego i fajnego wejścia do wody. Za statkiem rozciąga się jeziorko, można wypożyczyć rowerek lub kajak i popływać po nim. Jest sporo barów do wyboru oraz dużo straganów ze strojami kąpielowymi, akcesoriami plażowymi itp. Toalety czyste, tylko czasem trzeba do nich kawałek iść, więc z maluchami radzę usadowić się w odległości możliwej do pokonania na sygnale alarmowym.
Świeżą atrakcją Hajduszoboszlo jest aquapark, do którego wstęp jest tylko z terenu basenu. Tak więc musimy zapłacić za dwa bilety i niestety są to już bardzo duże koszty. Do zwykłej ceny 30 zł trzeba dopłacić ok. 120 zł za 3-osobowa rodzinę (dokładny cennik na zdjęciu) więc odpuściliśmy. Wg ulotek aquapark jest niezwykle atrakcyjny, ale nie ma gwarancji że nie podusimy się w tłumie a z małym dzieckiem i tak z wielu rzeczy nie skorzystamy...


Galeria
+ Zalety
Bogata baza noclegowa
Dużo barów, kramów, restauracji
Życie nocne kwitnie
Baseny z szeroką ofertą atrakcji
Czysto
- Wady
Tłumy wszędzie
Wieczorem konkurs na najgłośniej grającą knajpkę
Na basenach czasem trzeba przejść spory kawałek do toalety
Poza basenami i knajpkami nie ma nic do oglądania
Wiek dziecka(i)
3 lata
Data pobytu
sierpień 2010
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
519
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. kujawsko - pomorskie
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania   9 maja 2012

Ze względu na niegasnącą dinomanię naszego syna, parki dinozaurów będą w tym roku jednym z głównych punktów naszych podróży, między innymi dlatego też na majówkę wybraliśmy się do woj. kujawsko-pomorskiego, gdzie w niewielkiej od siebie odległości są 2 takie atrakcje. W Solcu Kujawskim leży on na obrzeżach miasta, w sąsiedztwie basenu. Dojazd jest bardzo dobrze oznaczony. Parking był niestety za mały, aby pomieścić auta wszystkich chętnych, ale obok znajduje się parking basenowy, więc miejsce zawsze się znajdzie (oba parkingi są darmowe).
Kasy przed wejściem są dwie i mimo tłumów, nie trzeba stać w kolejce. Bilety drogie (28 zł), ale jak się później okazało w stosunku do tego co park oferuje dzieciom, bardziej niż przystępne. Cały dinopark składa się z 4 części. Po wejściu lądujemy na dużym placu z zapleczem gastronomicznym, pamiątkami i muzeum. Na prawo mamy wielki plac zabaw, a za nimi park rozrywki. Na wprost jest ścieżka edukacyjna, od której zaczęliśmy zwiedzanie. Zaczyna się ona kilkoma ogólnymi tablicami edukacyjnymi, a dalej można już podziwiać prehistoryczne stwory. Ścieżka wije się przez las, prowadząc nas przez poszczególne okresy ery mezozoicznej. Dinozaury występują same albo w stadzie, każdy oczywiście posiada dokładny opis. Tylko kilka ustawiono w ciekawszych pozach, jak np. T-Rex przygotowujący się do ataku na triceratopsa czy 2 terizinozaury zwrócone do siebie nad drogą. Jest wyjątkowo dużo lubianych przez nas dinozaurów pancernych, m.in. sajchania i euoplocefal. Niestety wszystkie modele są za ogrodzeniem, podotykać lub zrobić dziecku zdjęcie można tylko przy wydzielonych pięciu czy sześciu, dlatego też ścieżka edukacyjna jest chyba jedynym elementem dinoparku, który nie górował nad sąsiednim parkiem w Rogowie.
Oglądnięcie wszystkich dinów zajęło nam niecałą godzinę i pod koniec syn był nieco znudzony, ciągnęło go już na plac zabaw i do parku rozrywki. Tam też wychodzi koniec ścieżki. Przy parku rozrywki stoi jedyny ruchomy i wyjący gad - tyranozaur (mam nadzieję że będzie ich więcej), a obok dmuchane zamki, trampoliny, baseny kulkowe itp. ogólnie zmora wszelkich imprez i festynów. Można na tym stracić fortunę, ale tutaj zostaliśmy mile zaskoczeni - wszystko było darmowe! Tylko namiot z automatami, cymbergajem i czymś tam jeszcze wymagał monet.
Po zaliczeniu wszystkich tych atrakcji odciągnęliśmy syna od drugiej części parku z jeszcze lepszymi urządzeniami i omijając plac zabaw, aby nie spędzić na nim kolejnej godziny, weszliśmy do Muzeum Ziemi. Tu kolejne zaskoczenie - w niewielkim wydawałoby się budynku mieści się całkiem spora ekspozycja oraz kino! Oglądania jest bardzo dużo, ale tylko niektóre rzeczy zainteresowały naszego malucha jak np. szkielet dinozaura czy mamut w pełnym rozmiarze. Są też skamieliny, kości, minerały, ciekawe skamieniałe drewno, akwaria z modelami prehistorycznych stworzeń morskich i wiele innych rzeczy. Wszystko w zaciemnionych pomieszczeniach, więc zwiedzanie ma swój klimat. Warto przejść całość najpierw z dzieckiem, a potem wrócić i dokładnie samemu wszystko pooglądać, bo jest to naprawdę interesujące muzeum, którego nie oczekiwałbym w parku dla dzieci.
Zgrzytem za to okazało się kino 5D, także wliczone w cenę biletu. Na drzwiach wisiała informacja, iż seanse odbywają się o pełnych godzinach, ale nie była to prawda. Po obiedzie w restauracji samoobsługowej (jakość OK, bez zachwytów ani specjalnych zarzutów) przyszliśmy przed pełną godziną i zastaliśmy tłum ludzi czekających w kolejce. Od razu było wiadome, że wszyscy się nie zmieszczą i tak musiałem spędzić prawie pół godziny przed drzwiami, pilnując kolejki. Seans trwa 15 minut, więc co 20 minut wchodziła kolejna grupa. Gdyby nie mylna informacja na drzwiach, tłum byłby mniejszy. Sam film pt. Dinosaurs Alive z narratorem Michaelem Douglasem nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Nie było zbyt wiele efektów 3D, tylko co jakiś czas ruszało fotelem, pryskało wodą i wiał wiatr. Wyglądał jak stara produkcja bez zastosowania nowej technologii, w dodatku został jeszcze niemiłosiernie pocięty, aby trwał 15 minut. Jednakże gdy usłyszeliśmy od syna "Supel była ta bajka", nie żałowaliśmy zmarnowanego czasu.
Następnie poszliśmy na plac zabaw, cały w piasku z wielkimi zjeżdżalniami i innymi urządzeniami oraz szkieletem dina do odkopania. Niestety szczeble w drabinkach na największą zjeżdżalnię są dla trochę starszych dzieci, więc w miarę szybko opuściliśmy plac zabaw i ruszyliśmy do drugiej części parku rozrywki czyli mini wesołego miasteczka.
Jest tutaj ciuchcia jeżdżąca w kółko, mały rollercoaster, tor z samochodzikami elektrycznymi, stawik z łódkami, zjazd na linie i kilka karuzel. Oczywiście wszytko bezpłatne. Największy entuzjazm wzbudził tor samochodowy, ale to też atrakcja dla nieco starszych dzieci, więc syn upodobał sobie łódki o kształcie łabędzi, kaczek lub motorówek, którymi maluchy mogą same kierować i naciskać pedał gazu, siedząc z jednym z rodziców. Fajny był również rollercoaster w kształcie gąsienicy jeżdżący po torach przez wielkie jabłko.
Podsumowując, wszystkim szczerze polecam solecki JuraPark, jest zdecydowanie lepszy od Zaurolandii w Rogowie. Naprawdę widać pasję ludzi którzy go utworzyli, chociażby w takich detalach jak stojaki na rowery, które mają kształt triceratopsów, czy namalowane ślady dinów na drodze przed wejściem. Skubanie turystów nie jest tu priorytetem jak w innych parkach, a obsługa jest niesamowicie miła i uprzejma. Na placu zabaw i w parku rozrywki nie olewa się ludzi, każdy pracownik jest tam gdzie powinien, nikt nie robi łaski, że atrakcje są za darmo i można z nich korzystać wiele razy. np. pan obsługujący łódki pozwalał proszącym rodzicom skorzystać z nich nawet po zamknięciu tej części parku, poświęcając swój czas. Dziecko może tu spędzić cały dzień na wspaniałej zabawie, o ile tylko ma na to siłę. Dlatego lepiej wybrać się w nieco chłodniejszy dzień. My spędziliśmy w JuraParku 5 godzin od godziny 13 przy 30 st. C i po wyjściu syn ledwo stał na nogach, ale gdyby park rozrywki był czynny dłużej musielibyśmy zostać do końca. Szkoda, że mieszkamy tak daleko, bo na pewno bylibyśmy stałymi bywalcami...


Galeria
+ Zalety
ponad 150 super dinozaurów
plac zabaw i park rozrywki dostarczają dzieciom wiele godzin zabawy
bardzo ciekawe muzeum paleontologiczne
pełne i funkcjonujące do zamknięcia zaplecze gastronomiczne
ciekawe dla dinomaniaków stoisko z pamiątkami
mnóstwo bezpłatnych atrakcji dla całej rodziny, po wykupieniu biletów wstępu
darmowy parking
- Wady
słaby seans i organizacja w kinie 5D
Wiek dziecka(i)
3,5 roku
Data pobytu
koniec kwietnia 2012
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
400
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Węgry
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  27 marca 2013

Do Bogacsa przyjechaliśmy na jeden dzień w ramach zwiedzania okolic Miskolca. Nasz beznadziejny przewodnik (z wyd. Bezdroża) opisywał tę miejscowość jedynie na marginesie w 3 zdaniach. Wzmianka o termalnym źródle, przy którym znajduje się kąpielisko wskazywała na jakiś skromny basenik, a okazał się on całkiem dużym kompleksem termalnym. Powiedziałbym nawet, że tej mało znanej węgierskiej mieścinie może pozazdrościć kąpieliska wiele polskich miast wojewódzkich.
Są tutaj baseny dla każdego, ale najwięcej leczniczych. Największy z nich posiada dach, który chroni przed słońcem. Przebywa tu najwięcej ludzi starszych, ale siedzą oni głównie przy brzegu, więc na środku było luźno. Spędziliśmy w tym basenie sporo czasu bawiąc się z małym.
Specjalnie dla dzieci przygotowano dwa baseny, do których nie mają wstępu osoby dorosłe. Jeden to brodzik z wodotryskami i kilkoma urządzeniami. Zabawa na wiele godzin gwarantowana, szczególnie w towarzystwie rówieśników. Drugi to mały okrągły basenik z kopułą po środku, na którą można wspiąć się po linie i zjeżdżać do wody. Nasz syn był na to jeszcze za mały, ale inni bawili się świetnie. W pobliżu jest też niewielki plac zabaw.
Jedyne czego brakuje w Bogacs to zjeżdżalnie wodne - jak na razie nie ma ani jednej. Gastronomia jest rozlokowana po dwóch stronach kompleksu i z tego co pamiętam wszystko było smaczne.
W czerwcowy weekend przyszło już sporo ludzi, ale nie było tłumów. Mogliśmy spokojnie rozłożyć się w okolicy brodzika, także kolejki do barów czy lodziarni nie były duże. Największe obłożenie miał basen leczniczy pod dachem. Polaków znacznie mniej niż w Egerze czy Hajduszoboszlo, głównie emeryci. Jak to na Węgrzech bywa, z basenami połączony jest camping, oferujący darmowy wstęp na kąpielisko. Cały kompleks jest porządny i czysty, a obsługa miła. Bilety jedne z najtańszych spośród kilkunastu węgierskich kąpielisk, które już odwiedziliśmy, niestety trzeba zapłacić za parking (pamiętam, że nie mało).


Galeria
+ Zalety
dużo basenów
super zabawa dla dzieci
relatywnie niskie ceny wstępu
dobre zaplecze
- Wady
brak zjeżdżalni
drogi płatny parking
Wiek dziecka(i)
4 lata
Data pobytu
czerwiec 2012
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
390
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. małopolskie
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania   2 stycznia 2012

Trzeba przyznać, że już z zewnątrz kompleks hotelowo - basenowy w Bukowinie Tatrzańskiej robi wrażenie, a potężny, pięciopoziomowy parking (bezpłatny) pozwala sobie wyobrazić co tu się dzieje w sezonie. My przyjechaliśmy końcem listopada, więc tylko jeden poziom był zapełniony a w środku pustki. Baseny dzielą się na odkryte i pod dachem. Jest ich naprawdę sporo i wszystkie są bardzo nowoczesne. Pora roku nie gra tu roli i większa część basenów na zewnątrz czynna jest nawet w zimie. Pierwsze pozytywne wrażenie to bezpieczeństwo - ochrona jest tu wszędzie. Po wejściu w strefę basenową można poczuć ostry siarkowy smród. Pochodzi on z gorących źródeł, które zasilają wszystkie baseny. Jednak po jakimś czasie organizm się przystosowuje i przestaje on być odczuwalny. Pierwszy basen jest największy i posiada najchłodniejsza wodę. Nie jest tu jasno jak na zwykłych basenach, lecz panuje półmrok, rozświetlony lampami na obrzeżach i kolorowymi światłami w wodzie. Przybyliśmy po zmroku więc naturalnego światła też już nie było i więc taki klimat bardzo mi się spodobał. Nieco na uboczu leży strefa dziecięca. Są tam 3 brodziki, w tym z prądem i małą zjeżdżalnią oraz większy basen z siatką linową, z niewielką częścią na zewnątrz budynku i rura do zjeżdżania dla dorosłych. Woda jest tu bardzo ciepła, widać jednak brak pomysłów. Atrakcji dla małych dzieci powinno być zdecydowanie więcej.
Wracając do głównego pomieszczenia - na piętrze mamy bardzo fajny basen z hydromasażem nazwany bulgotnik. Posiada on dookoła punkty masujące różne części ciała. Co określony czas, chyba minutę, odzywa się dzwonek oznaczający przejście do następnego punktu. Zaliczenie całego bulgotnika trwa ok. 30 minut i można go polecić każdemu, nie tylko emerytom. Należy jednak pamiętać, że dziecko nie ma tu wstępu. Poza tym na piętrze są jeszcze punkty gastronomiczne. Kolejne atrakcje są na niższych kondygnacjach i na świeżym powietrzu. Najpierw kolejny basen z hydromasażami dookoła, niżej najgłębszy basen pływacki (1,5 m głęb.), a najniżej niesamowita Jaskinia nad Porońcem. Basen ten posiada mocny prąd i jest stylizowany na jaskinię. Tutaj koniecznie trzeba pojawić się po zmroku, ponieważ atmosferę nakręcają ciemne korytarze i światełka nad wodą jak i w wodzie. Tu po raz pierwszy w życiu byłem w wodzie przy ujemnej temperaturze na zewnątrz. Wrażenie super! Nie zdecydowałem się na to w Zakopanem, bo woda była za zimna, ale w Bukowinie jest idealna. Niestety nasz syn stwierdził, że w takiej jaskini na pewno mieszkają smoki i musieliśmy wracać na górę. Minusem jest tarasowe ułożenie basenów zewnętrznych, co oznacza że trzeba do nich chodzić w dół i w górę po zimnych korytarzach.
Pobyt w ekskluzywnym kompleksie termalnym w Bukowinie może się wydawać kosztowną rozrywką, ale w naszym przypadku tak nie było. Minimalny czas pobytu za który się płaci ustalono ma 2,5 godziny (jak dla mnie jest to optymalny czas). W porównaniu do aquaparku w Zakopanem, za 2 os. dorosłe wyszło prawie taka sama cena - 76 zł (o 5 zł więcej). Z tym że za naszego syna, który przekroczył 3 lata w Zakopanem kazali płacić ulgowy bilet (22 zł) a w Bukowinie nawet się nie pytali o wiek tylko wpuścili gratis, więc wyszło taniej. Takie ceny obowiązywały w 2011 r. w miesiącach poza sezonem (w sezonie letnim i zimowym 30% więcej).


Galeria
+ Zalety
Dużo nowoczesnych basenów
Super klimat na głównym basenie i w jaskini
Pełna gastronomia
Ochrona wszędzie
Można swobodnie pływać na zewnątrz w zimie
- Wady
W zimie słaba rozrywka dla małych dzieci
Siarkowy odór
Zimne korytarze łączące baseny zewnętrzne
Wiek dziecka(i)
3 lata
Data pobytu
listopad 2011
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
3220
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. świętokrzyskie
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
5.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania  21 czerwca 2012

Długo zwlekaliśmy z odwiedzinami JuraParku w Bałtowie. Wiele słyszeliśmy o tamtejszych atrakcjach i czekaliśmy aż syn podrośnie, aby mógł z nich świadomie korzystać. Cały kompleks robi wrażenie, jest naprawdę potężny. Dzieli się na na część z płatnym wstępem czyli dinopark i 2 zwierzyńce oraz park rozrywki ze swobodnym dostępem. Niestety panują tu inne zasady niż w JuraParku Solec Kujawski, choć oba stworzyło Stowarzyszenie Delta. Na dzień dobry trzeba zapłacić za parking i zdecydować się na rodzaj biletu. W 2012 roku do wyboru był zwykły bilet do dinoparku, karnet Premium i najdroższy karnet Gold. Dzieci poniżej 4 lat gratis. Każdy powinien przeanalizować co mu się opłaci, ale ja zdecydowanie zawsze polecam najdroższa opcję, summa summarum wyjdzie najtaniej.

Najpierw oczywiście wyruszyliśmy na ścieżkę edukacyjną z dinozaurami. Porównując z konkurencyjnymi dinoparkami nie jest ona zbyt długa, wyróżnia się jednak pięknym położeniem pośród zalesionych wzgórz, nad malowniczą rzeczką Kamienną. Czasem dina można zobaczyć nawet na drugim brzegu rzeki! Największe wrażenie zrobił na mnie wiszący nad wodą kecalkoatl, ale wielki diplodok i inne figury też są fajne. W jednym miejscu można natknąć się na wizjer w płocie z informacją, że stąd widać na skale prawdziwy ślad dinozaura spokrewnionego z allozaurem. Nie próbujcie go wypatrywać, bo ślad (wg lokalnych legend Czarcia Stopka) rzeczywiście jest, ale na górze skały i nie widać go z dołu. Można podejść do niego po wyjściu z JuraParku.
Po ścieżce edukacyjnej skierowaliśmy się do muzeum, które trochę nas rozczarowało - nie równa się z Solcem Kujawskim. Składa się z dwóch korytarzy, jeden poświęcony jest minerałom, drugi paleontologii. Najciekawszymi eksponatami muzeum była czaszka allozaura i podświetlane minerały.
Trzeci element dinoparku to wielki plac zabaw. Nie wystarczyło nam już na niego czasu i przyszliśmy na 15 minut przed zamknięciem parku. Nie było żadnych dzieci, szkielet dinozaura do zabawy w paleontologa był cały odkopany, a wokoło leżało z 50 łopat. Duży kontrast z np. Zaurolandią w Rogowie, gdzie łopat było 0! Poza tym jest tu kilka dużych urządzeń do zabawy oraz parę mniejszych atrakcji, ogólnie bardzo fajne miejsce dla dzieciaków.

Z dinoparku bocznym wyjściem przechodzi się do części parku rozrywki z torem samochodowym i łódkami na wodzie. Na samochody syn jest za mały, ale łódki zna już z Solca i je uwielbia, bo siedząc z jednym z nas może sam kierować i dodawać gazu. 5 czy 6 minut jazdy kosztuje 10 zł, więc bez karnetu szkoda się tu pokazywać.
Najdalej położoną atrakcją parku rozrywki jest rollercoaster - tak zwie się tutaj tor ze zjeżdżalnię grawitacyjną. Tu nastąpiło wielkie rozczarowanie - nasz syn nie mógł z niego skorzystać, bo dozwolony jest od 5 lat. Zaliczyliśmy wiele tego typu atrakcji w Polsce i na Węgrzech i zawsze dolną granicą było 3 lata, jednak w Bałtowie wymyślono sobie 5 lat i próżno szukać tak istotnej informacji na ich stronie!! To wielki minus tego Jura Parku. Tor nie jest zbyt długi, ale w porządku. Wyróżnia się 3 stromymi zjazdami w dół.
Reszta parku rozrywki to standardowe dmuchańce, trampoliny, karuzele dla maluchów, ciuchcia i kaczki jeżdżące w kółko, eurobungy, statek pirata. Z ciekawszych atrakcji jest kino 5D i pociąg - familycoaster. Niestety tutaj także panują te same zasady co na normalnym rollercoasterze, dzieci muszą mieć 5 lat - to już debilizm do potęgi, bo skoro familycoaster to powinna móc jeździć cała rodzina, poza tym jazda nie jest specjalnie szybka i dla dziecka nie ma żadnego zagrożenia.
Na szczęście tu udało nam się przemycić syna. Kto nie ma karnetu w parku rozrywki płaci żetonami, atrakcje kosztują od 3 do 9 zł, tylko wielka tyrolka dla dorosłych (zjazd na linie) 15 zł. Nie ma kompletnie żadnej różnicy między Bałtowem a wszelkimi okazjonalnie rozkładanymi dmuchańcami - 3 zł za 3 minuty zabawy. Gratisowo dziecko może zjechać na minityrolce, przepłynąć się na pomysłowo zrobionej tratwie z obracanym sterem, który napędza ją po linie oraz pobawić się na fajnym, piętrowym statku.
Przy parku jest bardzo dobra restauracja z samoobsługowym wyborem potraw (rewelacyjne pieczone ziemniaki).

Po obiedzie poszliśmy do zoo podzielonego na zwierzyniec dolny - tradycyjny i górny do zwiedzania z przewodnikiem w autobusie, czyli coś w rodzaju safari. Zwierzyniec dolny nie jest duży, nie ma specjalnie ciekawych zwierząt, ale jest dobrze zorganizowany, jest czysto i nie śmierdzi. Zwierzaki są na wybiegach jak i w klatkach. Można zobaczyć sarny, koniki, osiołka, kozy, małpy, kangury, egzotyczne ptaki, czy małe ssaki w rodzaju szopa, skunksa itp. Na zwiedzanie zwierzyńca górnego trzeba się najpierw umówić w kasie koło zoo dolnego. Turystów zabiera amerykański autobus szkolny, który powoli przemierza drogi zwierzyńca na dosyć wysokim wzgórzu. Zwierzaki żyją tu swobodnie na sporym terytorium, poprzedzielanym ogrodzeniem na kilka stref. Są tu m.in. daniele, łosie, kozice, lamy, muflony, strusie, bydło szkockie. Na początku mieliśmy przygodę, bo natrafiliśmy na problem z zamknięciem bramy i autobus musiał się zatrzymać a wtedy zaatakował nas struś! Autobus ma tylko jeden przystanek - przy zagrodzie żubrów. Mimo gorąca jeden osobnik pięknie pozował nam na środku zagrody przy wielkim konarze.
Całe safari trwa 50 minut. Mamy tylko jedno porównanie podobnej atrakcji z safari w czeskim zoo Dvur Kralove i trzeba przyznać, że przejażdżka grupowa z przewodnikiem jest jednak lepsza niż we własnym aucie. Można się dużo dowiedzieć o historii oglądanych zwierząt i ciekawostek z nimi związanych, a siedząc wyżej i nie zajmując się kierownicą można zrobić lepsze zdjęcia.
Kolejna atrakcja JuraParku to kamieniołom Sabathówka, gdzie prezentowane są ślady dinozaurów, a dzieci mogą uczestniczyć zajęciach paleontologiczno-plastycznych. To tylko teoria, bo obecnie Sabathówka jest otwarta, nie pobiera się opłat, ale nic tam się nie dzieje. Podobno jest w "reorganizacji". Można jednak pooglądać wiele tropów pozostawionych przez dinozaury, nie wiem jednak czy to oryginały, bo są wypukłe, jakby był odlewami. Poza tym są do ułożenia świetne kamienne dinopuzzle.

Na koniec poszliśmy do kopulastej budowli, która mieści prehistoryczne oceanarium. Dostaliśmy okulary 3D i weszliśmy do ciemnego korytarza. Ściany oceanarium wyłożone są wielkimi ekranami 3D, na których można oglądać zwierzęta w rodzaju liopleurodona, przodka rekina, wielkiego żółwia i inne prehistoryczne stwory wodne. Atmosferę tworzą dźwięki z morskich głębin, na jednym ekranie rekin wali głową w wirtualne akwarium chcąc nas pożreć, a na pożegnanie wymyślono naprawdę rewelacyjny pokaz, którego szczegółów nie będę zdradzał.
Pomysł na takie oceanaria narodził się podobno w Polsce i trzeba przyznać, że jest pierwsza klasa. Wszystko jest bardzo sugestywne, tak że nasz syn był trochę przestraszony i dosyć szybko żona musiała z nim wyjść. Sam zostałem trochę dłużej, a ponieważ w środku nie było nikogo, mogłem się więc dokładnie poprzyglądać
animacjom. Zauważyłem, że niektóre trwają kilkadziesiąt sekund, ale inne są wielominutowe. Wykonanie perfekcyjne.

Inne atrakcje Bałtowa należące do JuraParku to spływ tratwami, Żydowski Jar i kąpielsko, ale ponieważ rozmieszczone są poza parkiem opisuję je oddzielnie.

Podsumowując, poza ograniczeniem zabawy 3- czy 4-latkom trudno się w Bałtowie do czegoś przyczepić. Jakość i ilość atrakcji jest bez zarzutu. Wszystko jest zadbane, działa i niczego nie brakuje. Za to należą się Stowarzyszeniu Delta wielkie pochwały, jednak nasz dwudniowy pobyt absolutnie nie zachęcił mnie do ponownego przyjazdu tutaj i nad tym powinni się jego właściciele zastanowić. Systematycznie rozbudowując ofertę turystyczną zatracili gdzieś poczucie rzeczywistości. O ile w siostrzanym Juraparku w Solcu Kujawskim za 56 zł (2x bilet normalny za 28 zł) mieliśmy z dzieckiem cały dzień zabawy na prawie każdej dostępnej atrakcji, tak w Bałtowie w pierwszy dzień obowiązkowych opłat wyszło nam 191 zł (parking 5 zł, 2x bilet Gold 75 zł, 2x bilet ocenarium 18 zł). Oczywiście skala obu parków nie ta, w Solcu brak zoo, rollercoastera czy oceanarium ale jednak dowodzi to, że w Bałtowie coś jest nie tak z polityką cenową. Nie wiem czemu np. nie ma karnetu na sam park rozrywki. Ta część JuraParku mogłaby być chętnie odwiedzana przez rodziców z dziećmi, jak zwykłe wesołe miasteczko, niestety aby swobodnie korzystać z jego atrakcji trzeba kupić karnet Premium lub Gold czyli niepotrzebnie płacić za wstęp do dinoparku (minimum 48 zł i nie ma w tym rollercoastera). Chorzów może archaiczny, ale za 50 zł oferuje kilka razy więcej atrakcji i nie ma tam żadnych ograniczeń wiekowych, z drugiej jednak strony w Bałtowie rodzice ze starszym dzieckiem, które może korzystać z atrakcji samo, nie muszą kupować biletów dla siebie.


Galeria
+ Zalety
wielka ilość atrakcji
wszystko czyste i dobrze utrzymane
zapewnia cały dzień świetnej zabawy
pełna infrastruktura
piękne położenie
- Wady
idiotyczne zakazy zabawy dla dzieci poniżej 5 lat
duże koszty dla rodziców
Wiek dziecka(i)
3,5 roku
Data pobytu
maj 2012
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
300
Zgłoś naruszenie zasad
  Region: Woj. dolnośląskie
 
Globalna oOcena atrakcji 
 
6.0
foetus  Autor  Autor: foetus     Data dodania   5 marca 2012

Wiele słyszałem i czytałem o urodzie Błędnych Skał, ale rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. W tym przypadku opisy w książkach i Internecie nie są przekoloryzowane - Błędne Skały robią ogromne wrażenie, szczególnie gdy ktoś tak jak ja uwielbia skalne krajobrazy.
Przygoda rozpoczyna się na parkingu, gdzie można coś zjeść lub wspomóc zwalniającą chińską gospodarkę. Za bramą wszystko wygląda niepozornie. Widzimy niepozorne skałki i Liczyrzepę - przebierańca w typie jaskiniowca, zarywającego starsze turystyki, aby za piątaka zrobiły sobie z nim fotkę. Dalej jest taras widokowy, trochę już zarastający wysokimi drzewami i pierwsza ciekawostka - dziki ptak przylatujący do ludzi i jedzący z ręki. Następnie wchodzimy już do labiryntu i rozpoczyna się ok. 40-minutowa wędrówka między skałami. Niektóre mają własne nazwy (opisane na tabliczkach i bilecie z planem) np. Okręt, Kurza Stopa. Trasa jest dokładnie oznakowana, więc nie można się zgubić. Teren jest podmokły więc często idzie się po deskach. Są miejsca tak wąskie, że ludzie z większa tuszą mogą mieć problemy z przejściem, z tego też powodu nie warto zabierać dużego plecaka. Szlak jest jednokierunkowy, ale są szerokie miejsca, gdzie można przeczekać aż tłum przejdzie i wrócić do wcześniejszych lokalizacji.
Kluczenie między skałami jest naprawdę wspaniałym przeżyciem. Dla mnie to zdecydowanie najciekawsze miejsce Gór Stołowych. Trudno mi powiedzieć jak odebrał labirynt nasz 3-letni syn, bo już na początku trasy rozłączyliśmy się z żoną. Podobno biegał jak szalony między skałami i sprawiało mu to wyjątkową frajdę, mniejszą żonie, która musiała ścigać go przeciskając się między ludźmi w wąskich przejściach. Na końcu labiryntu jest miejsce na odpoczynek i zrobienie sobie zdjęcia po wspięciu się na całkiem wysokie skałki. Potem czeka nas ok. półkilometrowy powrót ścieżką prowadzącą na zewnątrz wzdłuż labiryntu. Już na początku warto zejść ze ścieżki w prawo, między drzewa. Po dojściu do urwiska, zobaczymy piękną panoramę okolicy ze Szczelińcem. Dalej do wyjścia prowadzi trochę uciążliwa kamienista dróżka. Gdy urwisko zbliży się do niej, mamy kolejny punkt widokowy, ale trzeba wspiąć się na wielki głaz, co nie jest wcale bezpieczne.
Podsumowując, dotąd nie sądziłem, że Polska posiada taką atrakcję przyrodniczą!
Dojazd do Błędnych Skał jest płatny i prowadzi z głównej drogi, 5 km za Karłowem, wahadłowo co godzinę od 9 do 18 przez 15 minut (wyjazd podobnie, tyle że od 9.30). Droga pnie się ostro w górę przez 3,5 km i z tego widać zza szyby nie jest zbyt ciekawa - sam las. Piechotą czy rowerem (tylko zawodowcy) można jednak zaoszczędzić 10 zł. Na górze jest parking, o wiele za mały, ale jakoś można się pomieścić. Dobrze, że są porządkowi, którzy czuwają aby nie doszło do stłuczki. Tutaj czeka nas kolejna opłata za wejście do rezerwatu - 5 zł (2,5 za dziecko).


Galeria
+ Zalety
wspaniałe widoki
niezwykła atmosfera kluczenia w labiryncie
wyjątkowa atrakcja przyrodnicza
- Wady
w sezonie muszą tu być tłumy i kolejka na wjeździe
Wiek dziecka(i)
3 lata
Data pobytu
koniec sierpnia 2011
Czy ta relacja była dla Ciebie pomocna? 
292
Zgłoś naruszenie zasad
znaleziono 368 - wyświetlane 1 - 10«1234567 ... 37»Liczba atrakcji turystycznych na stronę: